środa, 12 grudnia 2012

Wiśta wio i...łatwo powiedzieć!

Dziś wybraliśmy się- jak co tydzień na koniki do Zawady. Odkąd jeździmy do stadniny jest to prawdziwa wyprawa, zwłaszcza że my nie zmotoryzowani ( prawo jazdy pani matki powstaje w bólach i znoju).

Śniegu po kolana, mróz niezły, ale Antulkowi paszczęka się ucieszyła od razu na widok koników.
To mnie w sumie zawsze zastanawia. Mały lubi konie, pamięta o marchewce dla Baśki, nie boi się ich ( JUŻ!!!) i sam do nich podchodzi. Wybrał sobie nawet swojego pupila w stadninie- Paulę, nomen omen najszybszego konika.
Lubi też stadninę bo tam zawsze coś się dzieje. Po prawej dzieci ujeżdżają- to znaczy dzieci na koniach, nie odwrotnie:), po lewej kotek przemknie. Od czasu do czasu traktor zapyrka. Autko przejedzie. Ptaszek zaśpiewa. Przestrzeni do biegania mnóstwo.
Lubi mały padalec tam jeździć.
A jednak jak tylko się go posadzi na Baśkę to zaczyna się aria operowa. Lamentów moc w najwyższych tonach się uaktywnia. Na nic czar wielki p. Magdy- hipoterapeutki.
Na nic atrakcje jakie zapewnia Baśka- tu pryknie, tam podskoczy.
Pierwsze 10 minut Antoś musi przewyc. Bo ponieważ. Bo tak. I już!
Potem zwykle już się cieszy o ile nikt nie próbuje mu poprawić postawy.
Antulek narcystyczne ma nastawienie- bosko jeżdżę i tyle, nikt mnie tam poprawiał nie będzie.
P. Magda pogląd ma tę kwestię zgoła inny więc dochodzi do wymiany zdań, przy czym Antonio jest dość monotematyczny " nie! nie! nie!".
Dziś jednak do standardowego układu terapii doszły atrakcje. Otóż Antulek po raz pierwszy kłusował!
O jak było fajnie!!!! Tak szybko! I mama biegła za koniem- zacny widok! I p. Magda się śmiała.
No byczo było!
Ale tylko pierwszy raz.
Bo za drugim już się nie podobało i lamenty zawadzkie Antoniusz długo uskuteczniał.
A podobno kobieta zmienną jest...Nie to nie- wydawało by się . A rączki wio pokazują. No to wiśta wio!!!
Trzecia próba- co by nie mieć wątpliwości w kwestii upodobań Młodzieńca- złudzeń nie pozostawiła.
Albo jedziemy naprawdę poooowoooli, równiutko, albo popękają Wam bębenki w uszach!!!

I już , już myślałam że dzisiejszy dzień nie będzie zbyt udany dla Młodego Jeźdźca, gdy Antosiek znów postanowił nas zaskoczyć.
P. Magda okazała tak wielkie serce nam , że zawsze po terapii podwozi nas do Opola. A Antek jak to Antek z przyjemnością biegnie do auta bo jednak koń- koniem, ale z wszystkich koni na świecie Antoni najbardziej kocha te mechaniczne.
A tu zonk.
My sobie spokojnie karmimy marchewką uroczego kucyka Kasię gdy p. Magda idzie do swojego auta.
Sama.
Bez Antka.
I nawet go nie weźmie.
No skandal!!!! ( bo tego że kochana p. Magda poszła zamontować fotelik to już chłopaczyna nie zakodował ).
Wkurzył się!!!!
 Na tych krótkich nóżkach przemierzając śnieg do kolan zaczął bieg za p. Magdą.
A ona nieczuła nie wróciła, nie padła mu do nóg.
To co było robić, Antoni użył głosu- a głos swój ma donośny i całkowicie niepowtarzalny.
Tylko tym razem zamiast standardowego zestawu pisków i krzyków w narzeczu Suahili pojawiło się wyraźne " MAgDDDA!!!!!!".
Marchewka mi wypadła z ręki. Pani Magda stanęła jak wryta. Antek powtórzył zawołanie , podbiegł , wziął p. Magdę za rękę i poszli se tak do samochodu.
Nie mam omamów słuchowych- jeszcze!!!
Jeśli kiedyś p. Magda wejdzie na naszego bloga na pewno wyczyn Antosiowy potwierdzi.
No i powiedzcie, powiedzcie sami.
Jak ja się mam z zapalenia spojówek wyleczyć skoro codziennie ryczę i chlipię ze szczęścia?;-)


                                             Po-konikowy relaksik!!! Traumy jakoś nie widać;-)

I w tym amoku upraszam Was bardzo Mili Przyjaciele o mocne trzymanie kciuków za jutrzejszy dzień. Jutro jedziemy do Gliwic do naszej pani doktor neurolog na konsultację. Mam więc parę życzeń do losu/przeznaczenia/szczęścia/ Boga:
- chciałabym wrócić z Chorzowa bez recepty na leki przeciwpadaczkowe- da się wymodlić??
- chciałabym żeby Koleje Śląskie które paraliżują ruch kolejowy jutro wzięły sobie wolne od tego wzniosłego zadania i żeby pociągi jeździły. Nie muszą punktualnie, ale choć trochę
- wobec powyższego oraz cudnej aury pogodowej chciałabym żeby nasza jutrzejsza wycieczka nie zakończyła się ( jak zwykle) chorobą. Skoro tyle cudów nas ostatnio spotyka to może i ten???
- chciałabym żeby konduktor otworzył przedział dla matki z dzieckiem. Nie musi pomagać wtarabanić wózek- mam już wprawę. Ale gdyby nie kwestionował orzeczenia o niepełnosprawności Antosia i ważności biletu na podstawie wyglądu Antosia byłoby niezwykle uprzejmie. A gdyby jeszcze nie kazał się Antkowi " zamknąć bo go porwą Cygani" to już w ogóle wyrzeźbiłabym mu order z ziemniaka " kulturalny konduktor Kolei Polskich".

Zdaję sobie sprawę że moja prośba obejmuje wiele aspektów. Dołącze 3 zdjęcia i worek świątecznych pierników do podania.
A poważnie to stresika mam....takiego ciut ciut. Więc trzymajcie za nas kciuki, dobrze???



2 komentarze:

  1. O matko "magda" mnie powaliła..
    Brawo Antek!!:)

    Za wizytę u dr trzymamy kciuki. Zresztą wiesz.
    :*

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...