czwartek, 13 grudnia 2012

Wieści z Gliwic

Musieliście trzymać kciuki!!! Tego się inaczej po prostu nie da wytłumaczyć!!!DZIĘKUJĘ!!!!

Najważniejszy punkt wyprawy zrealizowany. Wyszliśmy z gabinetu bez leków przeciwpadaczkowych.
Na razie trudno określić czy mały padaczkę ma czy jej nie ma. Wg. Pani Doktor raczej nie...ale głowy nie da- w tej kwestii czeka nas jeszcze diagnostyka. Natomiast na pewno póki napadów nie uda się upolować na video EEG, określić ich charakteru i zasięgu nie ma żadnej opcji żeby podać leki.
Pani Doktor nie uznaje leczenia farmakologicznego " na zapas". Kocham ją!!!

Kocham ją po wielokroć gdyż w lutym kładziemy się do Centrum Zdrowia Dziecka na diagnostykę metaboliczną i genetyczną!!!!Ja nie wiem jak Nasza Kochana Pani Doktor to załatwiła, ale zatkało mnie gdy się dowiedziałam że uda się Antosia przebadać nie w 2014 jak wstępnie samodzielnie ustaliłam...tylko za 2 miesiące!!!

A powody do badań jednak są. Okresowe napady, regresy, zaburzenia motoryki niepokoją. Wcześniejsze wyniki badań metabolicznych są niejednoznaczne. Wykluczają istnienie u Antosia którejkolwiek z 30 wrodzonych chorób metabolicznych, ale prawidłowe też nie są.

Pani Doktor pomierzyła dziś Antosia, policzyła, porównała parametry i jednak dyskretne cechy dysmorfii są, zwłaszcza w obrębie zbyt dużego tułowia w stosunku do reszty ciała. To co my nazywaliśmy dotąd żartobliwie " nieformnością" wymaga jednak konsultacji fachowca. Bo może być oczywiście urodą Antosia samo w sobie- ot, taki sobie śmieszny wielkolud na krótkich nóżkach i z małymi rączkami.Ale w połączeniu z innymi objawami Antosia nasila jednak czujność.

Ale najpiękniejsze słowa które padły podczas wizyty to " Pani mi przywiozła jakiegoś innego Antosia, przecież to nie jest to samo dziecko!!!!".
A i owszem, nie jest:)
Oczywiście po wejściu do Przychodni Antonio się zbuntował- na recepcji pani miała kitel, a biały kitel to ZŁO.
Po wejściu do gabinetu też zlustrował otoczenie i wnikliwie Panią Doktor i na jego twarzy nie malował się spokój. Więc jak zwykle w takich sytuacjach zaczęłam go uspokajać i tłumaczyć mu co my tu będziemy robić  I wiecie co??????
Antoś po raz pierwszy posłuchał. Usiadł na podłodze, poprosił o autka i książeczki i zajął się sobą a my z Panią Doktor mogłyśmy porozmawiać  Potem błyskawicznie przypomniał sobie topografię gabinetu, odwiedzając wszystkie wcześniej interesujące go punkty programu- a był tam tylko raz, w marcu!!!
Ma skubaniutki pamieć- po mamusiu oczywiście:)
Dwie tylko były salwy głośnego protestu. Gdy pomimo maślanych oczu i wszystkich możliwych form komunikacji( słowo, gest, uśmiech, wskazanie palcem) nie otrzymał do zabawy pieczątek Pani Doktor ni młoteczka neurologicznego.
Ale trwały one zadziwiająco krótko.
Pozwolił się zbadać. Zaśmiewał się w głos przy opukiwaniu młotkiem i łaskotaniu. Nadstawił głowę do mierzenia.
A na koniec z własnej nieprzymuszonej woli oddał zakoszony wcześniej długopis, pomachał rączka pa-pa, podszedł do Pani Doktor i podał rączkę na znak " cześć  i strzelił taki oszałamiający uśmiech że nie tylko ja się roztopiłam:)

A trzymane kciuki przez Was zaowocowały nie tylko udaną wizytą! Cała wyprawa to był naprawdę udany wyjazd i powiem szczerze że dawno nie widziałam Antosia tak szczęśliwego.
Na widok pociągu on nie szedł, on biegł jak szalony z uśmiechem na twarzy. W przedziale król komunikacji- zagadywał, zaczepiał, rozsiewał uśmiechy. Nawet popcornem się podzielił, a Antoś nie oddaje zwykle jedzenia po dobroci.
Pociąg do Gliwic przyjechał o czasie. Ba, przesiadka w Kędzierzynie odbyła się bez najmniejszych perturbacji.
Konduktor był sympatyczny.
No dobra, taksówkarz w Gliwicach powiedział że zdejmie pas i tak przyłoży że Antoś się uspokoi( a Antoś się tylko wkurzał bo minęliśmy pięknie oświetloną 2 metrową lampę i zdenerwował się że nie mógł dotknąć . Ale po prawdzie o grzecznego taksówkarza nie prosiłam wczoraj więc nie ma co się skarżyć:)
Zresztą szybko sobie z impertynentem poradziłam- zwykle wtedy nawet nie staram się być kulturalną kobietką:-).
Antoś podczas podróży zaprezentował dobry humor którego nawet w najpiękniejszych snach nie mogłam sobie wymarzyć.
Pociąg powrotny był tylko 30 minut spóźniony, co jak na Koleje Śląskie bez prezesa, rzecznika prasowego i marszałka województwa śląskiego ale za to z nowym rozkładem jazdy rzecz niepojęta i niespotykana.
Ba, i tak nie uwierzycie...ale pociągi były nowoczesne i czyste!!! Przecież to się nawet najwybitniejszym wizjonerom nie śniło!!!
To był wspaniały dzień.
Nie wiem czy zawdzięczam go losowi/przeznaczeniu/ szczęściu czy Bogu.
Ale na pewno zawdzięczam go wyjątkowym ludziom- Wam którzy przesyłaliście nam dobre fluidy i Naszej Kochanej Pani Doktor.
A najbardziej to zawdzięczam go Antosiowi.
Ciągle zadziwia mnie jak wspaniałego i fajnego mam syna( córkę też - jutro będzie Post Scriptum jak świetnie spożytkowali czas Hania i Antosiowy Tato gdy my się wojażowaliśmy).
Wiem, wiem...chwalipięta jestem. No ale ja, no jak się takim Antosiem nie chwalić????

3 komentarze:

  1. Nie no...a jesteś pewna, że ta podróż Ci się nie śniła? Czysty pociąg? Miły konduktor??? Uszczypnij się :-D
    I fajnie, że słuch Ci wraca do normy - ja tam Antosia wrzeszczącego chyba nie słyszałam... nawet na konikach był wtedy spokojny i uśmiechnięty :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstalam rano, uszczypnelam sie w policzek i...no nie Haniu, nie snilo sie! Cuda!!!!:-)

      Usuń
  2. A ja się nie dziwię. Wkurzyłabym sie , gdyby było inaczej - tyle godzin zaciśnietych kciukasów;-)

    Ps. Looknij na smsa ode mnie;-)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...