wtorek, 11 grudnia 2012

Mikołaj- jak wiadomo- trzyma z dziećmi...

Tak naprawdę to Mikołajki trwały u nas od czwartku do dzisiaj.
Takie przedłużone, a co!
W końcu niecodzienna rodzinka, to co się terminami będziemy ograniczali. A i staruszek leciwy jest, kości ciut sfatygowane to pozostawiał dla dzieciaków prezenty tu i ówdzie.
List Hani ewidentnie został przeczytany a potrzeby dzieci zaspokojone ponad normę.

Już myślałam że się na Czerwonego Staruszka pogniewam!!! Naprawdę przegiął szalenie! I posłuchał rzecz jasna dzieciaków- nie starszyzny domowej.
Antoś dostał autka i to w arcywypasionej formie i wściekle czerwonej wyścigówy i grająco- spiewającego wozu strażackiego.
Oj, cóż to była za radość!!!Niemy zachwyt początkowo, a potem salwa pisków ze szczęścia.
A biada jak tylko podeszłam!!!
Antonio czuje dokładnie że ja tam taką fanką samochodów jak on nie jestem , więc profilaktycznie wrzucił wsteczny i uciekł, co by matka nie zakosiła cudnej zdobyczy.

Już myślałam że rodzicom rózgi w tym roku przypadną. Chyba jednak takimi grzecznymi rodzicami nie byliśmy jak nam się wydawało. Regularnie chowaliśmy Antosiowi autka ( bo wg. nas Antonio przy nich fiksuje). Torturowaliśmy jakimiś ćwiczeniami  I uparcie wymagaliśmy komunikacji. Nieczułe z nas były dranie, bo na płacze i wymuszenia nie reagowaliśmy.
Kazaliśmy czytać książeczki.
Pozbawiliśmy malutkiego ukochanego łóżeczka ze szczebelkami.
Nie zawsze mieliśmy czas.
Brakło też czasem cierpliwości.
Kreatywność w nas też raczej poniżej poziomu " Pomysłowego Dobromira".
Ja to już w ogóle sobie nagrabiłam punktów karnych karmiąc Antonia jakimiś ciecierzycami i kaszą jaglaną zamiast pyszniutkiej kanapki z szynką.

Więc tylko czekałam kiedy Ostatni Sprawiedliwy w postaci Czerwonego Pana z Czapką postanowi nas już totalnie pogrążyć w oczach naszych pociech i spod ziemi wyrosną dwie dorodne rózgi- takie na cały salon, za całoroczne przewinienia.

I kiedy tak sobie analizowałam moje marne postępowanie w ubiegłym roku i wiosłowałam z Antonim kolację...Mój Maleńki Mikołaj przyciągnął moją rękę, pogłaskał nią sobie po wychudzonym policzku.
Popatrzył głęboko w oczy...
Przyciągnął mi moją twarz, objął rączkami i wyszeptał " OCHAM CE"

I dalej nic więcej nie napiszę bo ryczę jak bóbr i paluchy mi się ślizgają po zamoczonej klawiaturze.

To były najpiękniejsze Mikołajki w moim życiu. Dostałam najcudowniejszy prezent.
Proszę mi tu analiz nie prowadzić czy było wyraźnie, celowo, wyuczenie czy spontanicznie:-)
Bo cudnie było:-)
I wiecie co? Ja wiem że ten prezent się nie zepsuje jak zabawka, nie wyląduje w kącie pokoju. Będzie używany cały rok i w ogóle się nie zużyje.
Takie to czary dla nas przyniósł św. Mikołaj w tym roku..
Chlip, chlip...

2 komentarze:

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...