sobota, 29 grudnia 2012

Migracje ludów

Jestem z wykształcenia historykiem.
Stąd mogłabym cały esej napisać o migracji ludów na przestrzeni wieków.
A nawet- wbrew ograniczeniem intelektualnym- poprzeć owe dzieło wskaźnikami demograficznymi w zakresie migracji wewnętrznej, zewnętrznej, społecznej, materialnej, politycznej, naturalnej etc etc etc.

Ale musiałam zostać mamą by dowiedzieć się, że 5 lat studiów nie wyczerpało tematu.
Że podręczniki kłamią.Albo przynajmniej nie opisują wszystkich form tego zjawiska.
Pomijają bowiem ważną acz może nie tak widowiskową płaszczyznę jaką jest NOCNA MIGRACJA LUDÓW RODZICIELSKICH w poszukiwaniu snu!

Bynajmniej nie kpię!
Przez parę lat parałam się życiem naukowym, postanowiłam więc poczynić kwerendę naukową by zjawisko owe wyjaśnić. Ba, wzbogaciłam badania naukowe o czynnik społeczny i demograficzny, zweryfikowałam wnioski poprzez ankietę badawczej- wszyscy znani mi rodzice.
Poszukałam literatury, znalazłam " nieco" wspomnień.
Wzbogaciłam działania o doświadczenia empiryczne.

Z powyższych wynikają następujące wnioski:
CHOLERA WIE CZEMU DZIECI NIE ŚPIĄ W NOCY ALE W 91 % PRZYPADKÓW JEST TO POWIĄZANE ZE ZMIANAMI W FUNKCJONOWANIU PSYCHOMOTORYCZNYM RODZICÓW ORAZ POCZĄTKIEM ZJAWISKA KTÓRE OKREŚLAM MIGRACJĄ ZA SNEM!

U nas zaczęło się niewinnie, jeszcze zanim aksamitny głos dziecka zaczął nam umilać noce.
Po prostu gdzieś pod koniec ciąży nr 1 tu swędziało, tam drapało, ówdzie gniotło i drętwiało w wyniku czego człowiek wiercił się na ile powiększone gabaryty pozwalały i spać nie mógł.
A że Tato był wówczas zajęty zawodowo ratowaniem życia śmiertelników na bloku operacyjnym wyspanym być  musiał, więc wyrozumiale wędrowałam z poduszką do innego pokoju, by się kokosić i wzdychać do woli.

Jakiś czas później pojawiła się w domu Istota Torpedująca Sen nr 1- czyli Hania.
Biologicznie rzecz ujmując początkowo miała prawo sen nasz torpedować- wszak jeść musiała. Wtedy to robiliśmy dyżury i nanosiliśmy na kalendarz zielone punkciki określające w grafiku komu i kiedy przysługuje prawo do przespanej nocy w innym pokoju- poduszka i koc stała się podstawowym wyposażeniem MIGRUJĄCEGO.

Nieco później rozpoczął się sezon na kolki, ząbki i inne atrakcje nocne wobec czego grafik snu został zmodyfikowany połowicznie.
Hanna Maria była noszona i lulana przez połowę nocy w objęciach Mamy. Około 3 w nocy następowała Migracyjna Zmiana Warty.

Potem wpadł nam do głowy kretyński pomysł by nauczyć nasze dziecię samodzielnego zasypiania w swoim własnym łóżeczku w swoim własnym pokoiku. Wiązało się to wówczas ze wzmożonym ruchem Migracyjnym na trasie salon- pokój dziecięcy, było pozbawione podstawowego zestawu migranta- poduszki z kocem, oraz zwykle kończyło się zawinięciem przez Rodzieciela w pozycję -Wąż Boa- wokół dziecięcego łóżeczka na podłodze.

Gdy moc sprawcza i samodzielność w Hannie się już potężnie wykształciła,a co za tym idzie zaczęła ona spać w łóżeczku bez zasieków i ograniczeń MIGRACJE znów się natężyły.
Wiązało się to z faktem iż niespełna dwuletnia Hania miała NOCNĄ NIEZBORNOŚĆ RUCHOWĄ przez co machała kończynami na wszystkie strony dokonując uszkodzeń ciał osób postronnych. A że zaczęła pielgrzymować do naszego łóżka regularnie- regularnie zaczęła wypełzać z niego jedna osoba dorosła zwykle w okolicach godziny 2.30.
Wtedy jeszcze mieliśmy swoje łóżko!

A potem do naszego domu zawędrowała Istota Torpedująca Sen nr 2- czyli Antoś.
W jego wczesnym oprogramowaniu w ogóle pominięto taki aspekt jak sen, ale rodzice przez jakiś czas głęboko wierzyli że gdy się takiego przytuli to można podrzemać z 5 minut.
Prób takowych podejmowali więc wiele, z różnym skutkiem co owocowało kursowaniem między pokojami z poduszką.
O 4 nad ranem zawsze przychodziła Hania. Robiło się więc tłocznie i wyjątkowo ruchliwie( i głośno!!!) w małżeńskim łożu i zwykle Tato podejmował natychmiastową ewakuację. Była to forma reakcji na mylną informację medialną zaczerpniętą z niemieckich filmów o napiętej akcji a słabych dialog, która to wprowadziła Ojca w błąd co do celowości stosowania dużego łóżka małżeńskiego.
Tata więc obrażony na rzeczywistość instalował w sobie program RAR i zipiował się na kanapie w salonie.
Mama próbowała uspac towarzystwo pozostałe, ale zwykle kończyło się na spaniu Hani i ewakuacji z tej ogromnej przestrzeni z zdecydowanym w swym niespaniu Antosiem.
Efekt zwykle był taki: Hania spała na wielkim małżeńskim łożu, Tata przykurczony na kanapie w salonie, Mama drzemała poskładana na łóżeczku Hani( 140 cm x 90 cm) a Antoś nie spał wcale w gondoli wózka. Migrującej rzecz jasna po całym domu.

By zaniechać rozkładowi pożycia całkowitego rodzice podjęli szczytną( acz nie do końca przemyślaną decyzję) i zrezygnowali z ostatniej ostoi Rodziców w domu- sypialni na rzecz pokoiku dla Antosia.
Wpłynęło to pozytywnie na sen Antonia.
Ale nie zmniejszyło procesu migracji ludów, albowiem jak wiadomo kobiety są uparte. A te nieletnie to już w ogóle szanują własne nawyki.
Stąd Hania nadal praktykowała migrację do łóżka rodziców, tyle że tym razem nie było to wypasione łoże małżeńskie a skromniutka rozkładana kanapa.
Niestety Hania zaczęła nocami przy tych wędrówkach wdawać się w polemiki i dyskusje o stanie świata i ludzkości czasem przerywanymi pieśni rzewnymi inspirowanymi filozofią Świnki Peppy.
Jakkolwiek wywody Hani były bardzo ciekawe i wiele wnoszące do współczesnej myśli humanistycznej ( nawet o 3 nad ranem) to jednak budziły Antosia.
A Antoni obudzony to Zło.
W związku z czym wytworzył się nowy rytuał migracyjny. Po przyjściu nocą czarną Hani należało ją zawinąć w sekundę i cicho do jej pokoiku i tam z nią kontynuować sen. Lub dyskusje o kondycji świata.
Jeśli czyniła to Mama, zawijała się na oszałamiającej przestrzeni dziecięcego łóżeczka ze Sprawcą.
Jeśli Tata...zawijał się na podłodze z nogami pod łóżeczkiem.

Babcia moja mawiała że jaka wigilia taki cały rok. Będąc berbeciem nastoletnim myślałam że coś się Babci- Staruszeczce pokiełbasiło, że w zabobony wierzy.Ponadto cały Świat uznaje ten zabobon za aktualny w okolice Sylwestra.
Babcia- jak to babcia miała rację. I już jako Mama się o tym przekonałam.

W tym roku postanowiłam losu nie kusić i solidnie się przygotowałam do Wigilii.
Nic nie prasowałam- jak rok temu, bo potem przez cały rok pranie i żelazko wyłaziły w każdej przestrzeni domowej i mnie goniły.
Nie odkurzałam- bo przez ubiegły rok z tego powodu, jak sądzę, odkurzałam kilka razy dziennie aż odkrzacz padł na placu boju.
Nie wysłałam męża na bój ostatni o mak i bakalie- bo potem cały rok gdzieś latał i biegał i wiecznie go nie było.
Wydawało mi się że logistycznie miałam wszystko zapięte na ostatni guzik.
Nie przewidziałam MIGRACJI.
W wigilijną noc tegoż roku jakoś zasnąć nie umiałam. Tato chrapał- bo każdy Anioł ma jakieś delikatne wady. Postanowiłam okazać wigilijną dobroć i nie szturchałam tym razem winowajcy. Zabrałam poduszkę i poszłam do pokoju Hani. Od roku posiada ona już całkiem dorosłe łóżko rodem z Ikei i całkiem wygodnie się tam śpi.Była godzina druga w nocy.
Cichuteńko nacisnęłam klamkę, z gracją sapera na paluszkach weszłam i..zobaczyłam NIEŚPIĄCĄ Hanię, siedzącą na łóżku:
- cześć mamusiu, co chcesz ode mnie??? ( Serdeczna jak zwykle)

No przecież nie powiem smarkuli , że jej Tato chrapie jak stara maszyna parowa a jej Brat jak niewiele młodsza i ja nie mam gdzie spać  Bo natychmiast zaczną się pytania o biologiczne powody chrapania, roszczenia by jej to wytłumaczyć a najlepiej rozrysować...

- Stęskniłam się za Tobą córeczko i pomyślałam że może mogłabym się do Ciebie przytulic ( na WSZYSTKICH filmach familijnych jakie oglądałam podobny tekst kończył się wzruszającą sceną zasypiania- jak to filmy robią człowiekowi wodę z mózgu).
- No to choć mamusiu, ja Cię przytulę...

Godzina 2.15
- Mamooo, a jesteś jeszcze tęskniąca?
- Nie Haniu bo mnie przytulasz, śpij...
- Mamo, ale teraz to ja tęsknię, za bajkami
- Hanka spij! Bajki będą rano, teraz jest późna noc i pora spac!

2.30
- Mamooo, ale ja nie mogę zasnąć bo chce mi się pic
- Hania, do rana wytrzymasz....
- Mamo, no nie wytrzymam, strasznie chce mi się pic...
Człap, człap, człap...do kuchni
- Masz wodę, napij się i spać!
- Mamo, ale ja myślałam że Ty zrobisz kakao...
- Hanka, nie przeginaj! Spać!!!

2.45
- Mamo...a wiesz że ja nie będę sikać po tej wodzie, możesz spać bo ja nie nasikam do łóżka...
- Super córeczko, to śpij już ze mną, cooo?

3.00
- Mamo!!!!!!! Siku mi się chce! Natychmiast!!!
- Hania! To co Ty nie umiesz wstać i pójść do łazienki, musisz się drzeć na cały dom?
- No umiem Mamo, ale nie lubię sama chodzić w ciemnościach...
Człap, człap, człap...do łazienki
- Zrobiłaś?
- Taaaak
- To idziemy spać
Łuuuuup, walnęła z impetem drzwiami do łazienki.

Z pokoju Antosia wyrwał się dźwięk który sygnalizował, że jeśli natychmiast nie pojawię się przy nim to zaraz, za chwileczkę rozpocznie się PIEKŁO

-Łukasz, Łukasz!!!
- eeeehhaahaalaaaaa noooo
- Łukasz, cholera jasna, wstawaj i marsz do Hanki pokoju bo obudziła Antosia i nie chce spać sama
- A która godzinaaaaa?
- 3.10
Tato natychmiast się obudził,zrozumiał powagę sytuacji- wszystkie jego neuroprzekaźniki podjęły pracę i zmobilizowały go do natychmiastowej akcji pionizacyjnej.

Tak więc Tato wyemigrował do Hani a ja do pokoju Antosia.
Głaskałam, trzymałam za rączkę... a gdy o 4. wszystko wskazywało że stan klęski żywiołowej został zażegnany Antonio wstał jak te króliczki Duracella na reklamach, z uśmiechem zabójczym i pobiegł do salonu.
No to po ptokach....
Posadziłam w foteliku, włączyłam bajkę

Tu oda do braci terapeutycznej czytającej te słowa. Tak, Antoni ogląda bajki. Cały asortyment. I jestem świadoma jak negatywnie wpływa to na jego układ nerwowy, proces rozwoju mowy , obraz postrzegania świata. Na swoją obronę Wysoki Sądzie biorę tylko to, że Antoś wstaje o 4 rano do września. Regularnie i punktualnie i nie ma możliwości go uspac. Początkowo byliśmy rodzicami ambitnymi i próbowaliśmy się z Antosiem bawić gdy noc zapada już głucha....
Ale po mniej więcej tygodniu nasz układ nerwowy, proces rozwoju mowy oraz obraz postrzegania świata był w zdecydowanie bardziej katastrofalnym stanie niż obecny Antosia. Wobec czego do 6 rano Antoś ma kontakty interpersonalne z Tomkiem, pieskiem Puppy i tym knurem Peppą.

Ale wracamy do nocy wigilijnej.
Kiedy już , już położyłam się na kanapie, nakryłam puszką i pomyślałam że może jednak uda się pospać te 2 godziny zza drzwi kędzierzawa główka Hani z szelmowskim uśmiechem
- Ooooo, Antoś już nie śpi Mamusiu, ogląda bajki. Mogę z nim, prawda?
- Jasne....
Bo co było powiedzieć ..gdybym powiedziała co naprawdę pomyślałam i jeszcze napisała to na blogu to w 5 minut blog zostałby zgłoszony na treści wyjątkowo niecenzuralne. I bynajmniej nie świąteczne.

Z obłędem w oczach pociągnęłam poduszkę  i koc do Antosia. Zawinęłam się nogami na tej oszałamiającej przestrzeni 140 cm, ale widziałam że teraz to już tylko będzie gorzej

4.30
- Mamo...zrób mi kakao

4.45
- Mamo, a dasz Antosiowi soczek?

5.00
- Mamo...a wiesz że Disel zgubił się na wyspie Mgieł?

5.15
- Mamo, daj Antosiowi chlebek, on jest głodny, przecież nie było jeszcze śniadania. A mnie lubisia...

5.35
- Mamo, a wiesz, że jestem świnką? chrum chrum

5.55
- Mamo, chce jeszcze kakao...ale teraz nie potem

6.15
- Mamo, przebierz Antosia bo zrobił kupę

Jaka wigilia taki cały rok...
Dzisiejsza nocka była podobna. Wczorajsza też. Jakiekolwiek insynuacje że MIGRACJE LUDÓW są związane z chorobą dzieci są kompletnie nie na miejscu. Zaręczam Wam, jak wyzdrowieją będzie tak samo.
Dzwonię do koleżanki...zeszła w nocy z antresoli i spała z córką na kocyku na podłodze. Bo tak..
Czyli norma, dane empiryczne do badania potwierdzone w terenie.

Znajoma zapytała ostatnio czy nie mamy wrażenia że dzieci weszły nam na głowę? Że rządzą naszym życiem...

Serio, serio? A skąd ten wniosek?




4 komentarze:

  1. Ja tylko podbiję statystykę i napiszę, że u nas jest podobnie, dla taty stałym legowiskiem jest dywan w salonie. Ostatnio odkurzając go powiedział do Jasia: "Zobacz, tata odkurza swoje łóżko :)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, no wlasnie... Legenda mowi ze gdzies na swiecie sa domy w ktorych dzieci przesypiaja cale noce w swoim lozeczku a rodzice w swoim. Tylko...jeszcze takich nie poznalam:-)

      Usuń
  2. My spimy ladnie w swojej sypialni. Problem w tym, ze migracje dotycza tylko Ali i kota. Wyglada to tak :
    3 nad ranem. Ciche szur szur szur -Ala niesie stoleczek do kuchni celem wlezienia na wiszace szafki- tak nasze dziecko testuje ich wytrzymalosc....Po wygrzebaniu z szafek chleba, soczku i tony slodyczy udaje sie na piknik gdzies w przedpokoju. Po chiwili slodki glosik wola - och Mały (kot) zapomniałam o tobie. Szur szur szur...chrup chrup ( odgłos wygrzebywania i rozsypywania kociej karmy po podłodze). Około 5 nad ranem ida spac z powrotem. O 8 wstaje ja i okazuje sie, ze po za rozsypana karma, sklejonym futrem Leona ( haribo), rozlanym lepkim sokiem na dywanie, zerwanymi żaluzjami w salonie i kuchnia, która wyglada jak po spotkaniu z huraganem Katrina...to tak wlasciwie wszystko jest ok. Zaczelo sie w jakze piekna wigilijna noc i trwa do nocy dzisiejszej....

    OdpowiedzUsuń
  3. I może trwać ciut dłużej jeśli wieżyc mojej Babci:) Ale przynajmniej się wysypiacie i kot jest dokarmiony:)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...