poniedziałek, 3 grudnia 2012

List do Świętego...

Dziś zakończyła się kwarantanna Hani. Dumna i zdrowa czterolatka pobiegła jak na skrzydłach do przedszkola a mnie naszło na rekapitulację....
Spędziliśmy rodzinnie chorując nieprzerwanie 13 wzniosłych dni.
Przez 13 dni rytm dnia określało siorbanie, kichanie, prychanie, smarkanie, podawanie lekarstw, mierzenie temperatury, smarowanie, inhalowanie, oklepywanie.
Robienie kakao: za zimnego, za ciepłego i za małego.A potem za dużego.
Przebieranie przepoconej piżamki w zbyt różową, zbyt ciepłą, zbyt kwiatkową i w ogóle zbyt...
Podawanie soczku, herbaty ( herbata miała być z miodzikiem Mamusiu. O teraz lepiej,fuuuuj, ale nie tyle miodziku Mamusiu).
Smażenie jajeczniczki dla Jajecznicowego Potwora.
Rysowanie, kolorowanie, wycinanie, czytanie , malowanie, puszczanie bajek- nie tych bajek, tych innych Mamooo.
Mierzenie temperatury lali, smarowanie lali, wycieranie lali i w ogóle całodobowa opieka nad trzecim obłożnie chorym dzieckiem w postaci lalki Karolinki.
Szlachetne zdrowie...itd.
Hania jest już zdrowa. Na szczęście. Nie tylko tak ogólnie, ale też dlatego że Hania chora jest 5 milionów razy bardziej absorbująca niż Antoś. A Antoś też jest chory. I Antosiowy Tato. I mama też chyba...nawet nie umiem do tylu milionów liczyc...

Pisaliśmy dziś list do Świętego Mikołaja. Hania zażyczyła sobie koniki. Potem chciała też koniki, zabawkową kuchnię dla koników, i farbki dla koników i salon fryzjerski też.
Miała też troskliwa córa ma skrobnąc małe co nieco dla brata, mamy i taty. Jej rozpiska wygląda następująco
1) dla taty jeszcze więcej narzędzi
2) dla mamy nowe rzeczy od kuchni
3) dla braciszka-kochanego robaczka jeszcze więcej autek i dinozaur.

Tytułem dementi: tata nienawidzi majsterkowac, mama nie znosi kucharzenia. A Antoś nie powinien dostawać więcej autek, bo jak ma ich kilka to fiksuje i zamyka się w swoim świecie sensoryzmów.
Troskliwiec nam rośnie:)

Mama więc postanawia napisac własny list do Świętego Mikołaja, uwaronkowany traumatycznymi doznaniami podczas kwarantanny:

Kochany Święty Mikołaju!

Cały rok byłam bardzo grzeczną mamusią. Karmiłam, myłam i głaskałam na żądanie dwójkę moich dzieci, chodziłam do przychodni częściej niż do sklepu, upiekłam 700 pierniczków na jarmark mikołajkowy w grupie mojej córki i wymyśliłam, jak zrobić szopkę na warsztaty plastyczne bez użycia kleju.

Mam nadzieję, że mógłbyś wykorzystać mój list na kilka Wigilii, bo pisałam go czerwoną kredką mojego syna na paragonie, czekając, aż pralka odwiruje, i nie wiem, czy znajdę jeszcze chwilkę wolnego czasu w ciągu najbliższych 18 lat.

Oto moje świąteczne życzenia:

Chciałabym dostać parę nóg, które nie bolą po całym dniu uganiania się za dziećmi (w dowolnym kolorze poza filetowym, bo takie już mam), i ręce, które nie zwisają bezwładnie, ale są wystarczająco silne, żeby wynieść wrzeszczącego dzieciaka z alejki ze słodyczami w markecie. Chciałabym mieć również talię, bo moja zniknęła gdzieś w siódmym miesiącu ostatniej ciąży.

Jeśli w tym roku spełniasz również duże życzenia, to chciałabym
dostać samochód z oknami odpornymi na odciski palców, i radio, które puszcza tylko muzykę dla dorosłych, telewizor, w którym nie ma żadnych programów z gadającymi zwierzętami, i lodówkę z sekretną szufladą za zamrażalnikiem, gdzie mogłabym się schować, żeby porozmawiać przez telefon.

Z rzeczy praktycznych, przydałaby mi się lalka, która mówi „Tak,
mamusiu”, żeby podnieść moją samoocenę rodzicielską, dwójka dzieci, które się nie biją, i trzy pary dżinsów, których zamek zapina się na całej długości bez użycia siły i narzędzi. Fajnie byłoby mieć nagranie mnichów tybetańskich, mamroczących „Nie jedz w salonie” i „Nie bij brata”, dlatego że mój głos jest chyba poza zakresem odbioru moich dzieci i słyszy go tylko królik.

Proszę, nie zapomnij też o podróżnym zestawie ciastoliny, prezentu pożądanego najbardziej przez wszystkie matki przedszkolaków. Robią ją w trzech żarówiastych kolorach i gwarantują, że rozkruszy się na każdym dywanie, sprawiając, że dom teściów będzie wyglądał tak samo jak mój.

Jeżeli nie zdążysz już załatwić któregoś z tych produktów, poproszę o parę minut, żeby wyczyścić zęby i rozczesać włosy w ciągu tego samego poranka, albo o luksus zjedzenia obiadu o temperaturze wyższej niż pokojowa, podanego w czymś innym niż opakowanie styropianowe.

Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, mógłbyś dokonać kilku cudów
Bożonarodzeniowych. Czy byłoby wielkim problemem, żeby oficjalnie uznać keczup za warzywo? Uspokoiło by to znacznie moje sumienie.

Nie byłoby też źle, gdybyś mógł skłonić moje dzieci do pomagania w domu bez żądania zapłaty, jakby były szefami rodziny mafijnej, albo żeby mój maluch nie wyglądał tak słodko skradając się w piżamce o północy do kuchni, żeby zjeść l ubisiowąkontrabandę.

Cóż, Mikołaju, za dwie minuty odblokują się drzwiczki pralki, a mój syn dojrzał już moje stopy przez kratkę wentylacyjną w łazience. Chyba chce swoją kredkę. Bezpiecznej podróży i pamiętaj, żeby zostawić mokre buty w przedpokoju! Wejdź i napij się herbaty, żebyś się nie zaziębił (zostawiam Ci też aspirynę). Poczęstuj się ciasteczkami ze stołu, ale nie zjedz za dużo i nie nakrusz na dywanie.

Z wyrazami szacunku

Mamusia  

( krążące gdzieś po fejsie, ale nieustannie aktualne)

Dorzuciłabym jeszcze żeby mój syn zaczął mówic, a córka na chwileńkę przestała:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...