niedziela, 23 grudnia 2012

Chorobowy półmetek

Nasz Doktorre powinien dostać nobla za bez antybiotykowe leczenie zapaleń dróg wszelakich.
Z Antosiem naprawdę nie było dobrze, bardzo ciężko się Malutkiemu oddychało, słychać było rzężenia..
Dlatego wkroczyliśmy z intensywnymi inhalacjami, zestawem syropków wszelakich i ostrym monitoringiem stanu Antulka. Udało się...
Malutki powoli dochodzi do siebie. Już nie gorączkuje, katar odpuszcza. Ale co najważniejsze płucka wracają do formy, Antoś już swobodnie oddycha.

Niestety jest to półmetek naszej choroby bo z Hanią już tak dobrze nie poszło.
Widać nasza nienormalna rodzinka nie reaguje na konwencjonalne leczenie antybiotykiem. Już było wczoraj fajnie, ale dziś niestety znów wróciła gorączka, znów Maleńka płuca wypluwa...Wkracza więc i u niej inhalator na główną arenę...

Wobec powyższego jesteśmy z akcją " Święta" w czarnym lesie.
Nie ugotowane jest absolutnie nic. Ale najważniejsze że przynajmniej na chwilę obecną jesteśmy w domu, obyło się bez szpitala.
Dziś z odsieczą przybyli Babcia i Dziadek. Święta spędzimy u Prababci, więc z głodu nie pomrzemy. Nie ma takiej możliwości.

Żeby brzdącom w opałach sprawić przyjemność między inhalacjami a gorzkimi syropkami pozwoliliśmy odpakować jeden z prezentów od Aniołka.
Antosiowy Tato pół dnia mordował się z instalacją( że niby IKEA jest zawsze prosta w montażu???)
I oto jest. Huśtawka.
Zajmuje prawie cały pokój Antosia. Zamawiana była u Aniołka nie tylko dla frajdy dziatwy , ale też dla poprawy czucia głębokiego i układu przedsionkowego Antosia.
Efekt osiągnięty.

Od dwóch dni dziecięcia me huśtają się nieustannie. Leją się i biją, kłócą czyja kolej ( JUPI!!!). Huśtają razem i pojedynkę. Zapraszają do huśtania mamę, lecz ten no.... nośność stropów jednak nie teges...
A dziś Antoni podszedł do Taty i władczym tonem pogonił go w kierunku pokoju pokrzykując " UŚTAJ MNIE!!!!".
No i proszę!!!!Miała być huśtawka sensoryczna a poprawa jest logopedyczna:)
Nie zdziwiło mnie że Antoś domagał się huśtania, szaleństwo jest takie że spodziewałam się że prędzej czy później jakiś komunikat nawołujący się pojawi.
Ale że pojawił się taki wyraźny to się nie spodziewałam.
A że użył Mały Gaduła zaimka... Ho ho, mili Państwo, czapki z głów, buty z nóg a zęby do podłogi:)

Jeszcze jedna sytuacja zamurowała mnie dziś w podłogę. Dziadkowie Hani i Antosia mieszkają w Radomiu. Nie mogą przyjeżdżać bardzo często, choć starają się każdą możliwą  wolną chwilę spędzać z dziećmi. Jednak każdy ich przyjazd do nas to święto i szał u dzieciaków.
Tu rywalizacji nie ma , nie biją się o Dziadków jak o huśtawkę.
Hania wybrała za przewodnika stada Babcię- w końcu są tocka w tockę identyczne.
Antoś ukochał Dziadka.
I dziś właśnie podczas obiadu wpatrywał się w Dziadka jak w obrazek.Zaczepiał go, przesyłał zniewalające uśmiechy.
Nauczony doświadczeniem Hani- skrajnego niejadka, Dziadek na zaloty Antosia starał się  nie reagować  oj bardzo, bardzo ciężko było zachować powagę) .
Wszak jedzącego dziecięcia zaczepiać nie można bo w sekundę może zmienić zdanie i zaniechać tej jakże nudnej czynności.
A tu zonk.
Co jak co ale jeść Antoś nie zaprzestał- tu musiałaby walnąć na środku pokoju bomba atomowa, albo wjechać pociąg Tomek.
Ale między łyżkami strawy pożywnej uśmiechnął się zalotnie..i spod rzęs długaśnych przemówił " DZIA DE"

O kurde blaszka... Do Wigilii pozostało 19 godzin. Jeśli będzie przyswajał słownictwo w tym tempie to przy łamaniu się opłatkiem nieźle mi jegomość wygarnie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...