czwartek, 29 listopada 2012

Zupa doprawiana kredką:)

O różnych zupach już słyszałam. Pochodzę ze Śląska, więc wodzionka i zupka z drewnianego kołka nie są mi obce- wprawdzie jako przysłowia, ale jednak.
Dziś jednak powstała nowa zupa: ZUPA KREDKOWA!!!
Jak wiadomo gotowanie dziecku na diecie nie jest prostym zadaniem. Uzyskanie ładnie czerwonej zupy pomidorowej gdy można ją ugotować jedynie na swojskim przecierze pomidorowym to nie lada wyzwanie, przynajmniej dla tak uzdolnionego kucharza jak ja.
Antoś więc postanowił zabrać  sprawy w swoje ręce.
Master Chefa nie oglądał. Pani Gessler nie zna. A jednak swoje wie.


Od jakiegoś już czasu Antoś ze mną kucharzy, nijak go odgonić od paśnika się nie da. Czasem pozwalam mu dorzucić do gara dozwolone produkty. Czasem z przyczyn bezpieczeństwa- nie pozwalam.
Wtedy Antoś próbuje sam przejąc inicjatywę i sam decyduje co do zupy dodać należy.
Jest błyskawiczny w swoim działaniu, wykorzystuje milisekundy by zmiksować kulinarne arcydzieło. Dziś wystarczyło że odwróciłam się po sól a Antoniusz dorzucił do gara swój kubek- widać chciał gotować w naczyniach z podwójnym dnem:)
Nie da się go przegonić, nie istnieje też zabezpieczenie którego Antoś by nie ominął ani wysokość której nie potrafił by osiągnąć.
Nie po to od roku na terapiach różniste wieże ustawia żeby nie wiedział że można ustawić taboret na krzesło, a na taboret dać poduchę- i tak wymościć sobie stanowisko do robienia herbaty.
Nie po to kilka miesięcy ćwiczył małe rączki naklejając i odklejając naklejki by sobie dziś nie poradzić z taśmą zabezpieczającą piekarnik. Pal sześc jeśli robi z niego tylko obserwatorium do gotującej się zupy- drzwiczki się jakoś naprawi. Gorzej gdy wchodzi do piekarnika głową lub próbuje w zupie zamieszać palcem.




Z tego powodu piekarnik jest oklejony na wszystkie spusty i używany tylko późną nocą.
A jednak Antoś zawsze coś wykombinuje, jego wyobraźnia oraz brak instynktu samozachowawczego sprawiają ,  że każdy nasz posiłek przypomina tor przeszkód z atrakcjami.
Dzisiejsza pomidorowa smakowała. Nawet Hani, skrajnemu niejadkowi. Jedynie Antosiowy Tato zauważył, że zupa smaczna, tylko kolor ma inny niż zwykle i jest ciut bardziej kwaskowa.
Tajemnica wyjątkowego smaku uwidoczniła się przy myciu naczyń- arcywyjątkowego smaku dodała czerwona kredka ołówkowa firmy Bambino:)
Kiedy on wrzucił kredkę- pojęcia nie mam. Jak to się stało, że nie wypłynęła...wie tylko Antoni.
Ale zupę kredkową ugotował...

Antoniuszowi zdecydowanie łatwiej się teraz rozrabia, bo rodzice i siostra wleką się po domu na zwolnionych obrotach. Stan chorobowy nadal się panoszy w naszym domu, familia uroczo pociągająca, Hania słabiuśka na antybiotyku a ja rozważam pójście do okulisty z 4 już w tym miesiącu zapaleniem spojówek. Znaczy się jest ostro,skoro ja się do lekarza wybieram.
Antoni wobec nas stosuje podstępną taktykę, przychodzi się przytulic, okazuje nam dużo ciepła i miłości i usypia naszą czujność...I po sekundzie słychać " łubududuuuuu" i coś poleciało...
Nie ma się co dziwić że rozrabia Maleńki. Znudzony jest tymi naszymi chorobami okrutnie, Antoś nie przyzwyczajony do siedzenia w domu...
Niestety chwilowo nie ma w domu wystarczająco zdrowego osobnika który by podołał misji wymęczenia Antosia na dworze.
Ciekawe jaką potrawę wymyśli nasz Kuchmistrz do czasu naszego wyzdrowienia???


Co by tu zmajstrować szybciutko? Skoro już mnie przyprowadzili do Prodeste to trzeba to dooooobrze wykorzystać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...