czwartek, 15 listopada 2012

Zbuntowany Anioł

Jak Antoś wygląda każdy wie. Blond włoski, śliczna buźka, niebieskie wielkie oczy i uśmiech czarusia.
Zazwyczaj spotykam się z komentarzami " Jaki słodki aniołeczek". Często jest to nawet zgodne z prawdą.
Ale nie wiedzieć czemu w czwartki temu aniołeczkowi wyrastają różki i powstaje Zbuntowany Anioł...

Czasem bywają takie dni. Ledwie otworzycie oko w łóżku i już wiecie że ten dzień nie będzie fajny. Dziś właśnie taki dzień.
O 5.15 otwarłam oko. A właściwie otwarł mi je Antoś. Kredką. Błyskawiczna analiza sytuacji wykazała następujące nieprawidłowości:
- Antoś trzyma w ręce kredkę. Co, biorąc pod uwagę że wszystko w Antosiowym Pokoju jest na wysokości, wróży absolutny armagedon.
- Antoś jest bez spodni od piżamy. Nie posiada również pieluchy. Wstając należy więc się spodziewać bomb poślizgowych umiejscowionych w każdym z możliwych miejsc
- jest CZWARTEK!!!

Nie, pierniczę, nie wstaję!!!Dziś jest jakiś tam dzień związków zawodowych, więc właśnie zakładam ZWIĄZEK ZAWODOWY MAM POLSKICH i jako aktywny związkowiec ogłaszam strajk. Niech przyleci supermen, Batman, KTOKOLWIEK!! Ja dzisiaj nie wstaję!!!

Antoś postanowił zaradzić moim zaspanym myślom. Wdrapał się i usiadł na mnie okrakiem. Jeszcze szybsza analiza sytuacji niż poprzednio wykazała że jeśli natychmiast nie wstanę Antonio mnie oleje. I będę miała masę prania.
Spod ziemi nagle wyrosła Hania. " Mamusiu, czy Ty już wstajesz. Wstań już proszę!". Jasne córeczko...
No to wstałam...Potem było tylko gorzej.

Bo potem było śniadanie na które Młodzieniec ewidentnie nie miał ochoty. Kaszka poleciła na ścianę. W tym samym momencie toczyły się negocjacje z Hanią by zjadła jednak jeszcze pół kanapki, bo dzisiaj jest CZWARTEK i jak nie zje śniadania to będzie głodna bo jedziemy na rehabilitację  " Ależ mamusiu, mój brzuszek mi mówi że już jest pełen i na pewno nie będzie głodny". Jaaaasne...

No to myjemy zęby. O dziwo Antek nie myje- choć zwykle myje zęby kilkadziesiąt razy dziennie a pastę mógłby wsuwać na kilogramy.

Ubieramy się . Antoś gra w grę " złap mnie jeśli potrafisz". Po pół godziny pogoni za zajączkiem jestem zziajana  Ale czas mamy dobry, powinniśmy zdążyć  No to pora ubierać Hanię. " Mamusiu a czy wiesz że ta czapka mi dzisiaj nie pasuje, no bo zobacz- ja nie mam nic niebieskiego na sobie". Tylko spokój może nas uratować...
Dobra, wszyscy opatuleni- możemy wychodzić  Gucio prawda, nie możemy , Antoś zrobił kupę. Rozbieramy Misia- na syrenie. Gramy w łapanie po raz  kolejny, przewijamy, ubieramy na podwójnej syrenie. Wyszliśmy. Alleluja! Pierwszy sukces w dniu dzisiejszym!
Nie trwał długo, na przystanku powitał nas odjeżdżający autobus. Drugi nie przyjechał wcale. Trzeci przyjechał. Antosia terapia trwała już od 10 minut a Haniowa rehabilitacja miała się zacząć za 20 minut- na drugim końcu miasta. Należało odeskortować Antonia do Pogotowia Terapeutycznego, zabrać Hanię taksówką na jej rehabilitację. Potem odwieźć taksówką do przedszkola. A potem to już z górki, pojechać szybciuteńko po Antosia, dowieźć nieśpiącego do domu, nakarmić  i  uspac na drzemkę i o 15.30 po Hanię do przedszkola....CZWARTEK!

Póki co jesteśmy w autobusie i realizujemy pierwszy punkt z naszego planu. Antosiowi się nie podoba, kopie w autobus. Za to Hania zagaduje pasażerów zasłaniając swojemu prosiaczkowi uszy. Więc któraś pani pyta się jej dlaczego to robi.
" Bo plosiacek nie lubi glośnych dwięków i go chronię, żeby go uska nie bojały".
Oho, posypały się wymowne spojrzenia spod byka współtowarzyszy podróży. Na szczęście Antoś nie dał mi okazji do dementi gdyż z siatki jakiejś pani wygrzebał pączusia. Ratuję więc mienie zagrabione. Siłą argumentów się nie udało, wykorzystałam więc przewagę fizyczną. Antoś nie pozostał mi dłużny, wykorzystał swoją przewagę decybelową.
Podchodzi staruszka o promiennym uśmiechu i pyta czy daleko jedziemy.Odpowiadam , że na następnym przystanku wysiadamy. " O jak dobrze!!!" . W istocie!!!

Śpieszymy się szalenie. Nagle Hania wybucha strasznym płaczem i w spazmach błaga bym uratowała jej NOWE buty od kupy. 15 minut do rehabilitacji Hani... Co było robić?
Poszło pół paczki chusteczek nawilżanych i 7 minut. Oraz 20 decybyli więcej do protestującego w wózku Antosia.
Uffff, dotarlim. No to Antoś hyc do Pogotowia Terapeutycznego. To jego ulubione miejsce w całej fundacji, uwielbia tu przychodzić i nigdy nie chce wychodzić  No tak , ale dziś jest CZWARTEK. Więc zamiast uroczych uśmiechów na powitanie Antoś zalewa się łzami. Nie mogę go pocieszać  taksówka już podjeżdża. Zostawiam go i pędzę z drugim dzieckiem na rehabilitację. Zjada mnie kac moralny, że go nie utuliłam. Jest mi źle. A nie ma nawet 10 rano.

Dotarłyśmy z Hanią oczywiście spóźnione. Błyskawiczne przebieranie w strój gimnastyczny gdy słyszę " Mamusiu, chce mi się tak strasznie siku i kupeczkę". Resztki mojego dobrego humoru walą głową o ścianę gdy Hania siedzi w toalecie.
Na szczęście odbyło się dziś bez protestów podczas ćwiczeń i po 30 minutach mogłyśmy się zbierać do przedszkola.
" Mamusiu, ja jestem taka strasznie, strasznie głodna!!!". Tłumaczę, że jedziemy teraz do przedszkola, za pół godziny będzie zupka w przedszkolu, wytrzyma? Nie wytrzyma, bo jej brzuszek strasznie cierpi. Człapiemy do piekarni a ja wy myślach analizuję. Jeśli ją teraz uduszę to każdy sąd mnie uniewinni, prawda?

W przedszkolu nie mogło pójść gładko, przecież jest CZWARTEK. Grupa Hani wyszła na spacer, więc rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania grupy w której mogę zostawić Hanię. Nie mogę z nią poczekać  wbrew uroczym Hani prośbom- bo muszę pędzić po Antosia, za 25 minut kończy się Pogotowie Terapeutyczne. Udało się, wbiegam do autobusu- może ten dzień nie będzie jednak taki koszmarny???

Będzie. Panie witają mnie pytaniem co się dziś stało Antosiowi że on taki zbuntowany. Nic. CZWARTEK. Antoś nie chciał pracować, nie chciał myc rączek, nie chciał jeść, nie chciał się bawić.
Jedynie pędzelkiem obrazek namalował- ha, granatoterapia działa!!!
Pakujemy się do wózka- Antoś nie chce!!!
Wyjeżdżamy- Antoś zasypia w minutę. Dojeżdżamy do domu- śpi. Nie dobrze, obudzi się głodny jak wilk. A jak Polak głodny to zły.
Próbuję obudzić go o 14...nie ma mowy, śpi.
Wstaje o 15. Zły jak osa!!!
Jemy zupkę- nie pasuje, nie będzie jadł. Wściekłość w Maleńkim narasta. No to podaję drugie danie, wczorajsze spaghetti zrobiło furorę  Ale wczoraj. A dziś jest CZWARTEK. W czwartki Antoś zrzuca makaron na podłogę. Czas się zbierać po Hanię do przedszkola. Antoś jednak chce zupę. Zjadamy zupę ale po Hanię wpadamy spóźnieni.
Hania zawiedziona, nieszczęśliwa. " Nie tak się mamusiu umawiałyśmy". Kajam się pokornie i przepraszam- no nie tak córeczko, ale co ja na to poradzę że dzisiaj jest CZWARTEK.

Do końca dnia Antoś nie życzy sobie zakupów, ani placu zabaw. Ani podwieczorku. Ani kolacji. Ani zabawy. Ani książeczki. Ani umyć zębów. Spać też nie będzie w piżamie. A w ogóle to spać też nie będzie, bo po co spać....
Ufff, 20.30- jednak zmienił zdanie i zasnął. W tym czasie Hania czekając na mnie i wieczorną lekturę zasnęła w swoim pokoju na podłodze. Znowu zawiodłam córeńko, znowu nie poczytałam. Zapakowałam zaspane ciałko do łóżeczka i obiecałam że jutro jej to wynagrodzę...

Są tylko dwie możliwości.
1. Światem nie działają prawa fizyki, chemii i matematyki tylko prawa złośliwości losu. Prawa Murphiego. To dlatego Antoś ma zły humor właśnie wtedy kiedy logistycznie nie powinien go mieć , czyli w najbardziej skomplikowany dzień w tygodniu

2. Antoś tajemnym sposobem zapoznał się z działaniem kalendarza i wiedział że dziś właśnie jest czwartek i dlatego miał zły humor. Jeśli tak to ja chłopaka rozumiem. Też nie lubię czwartków i też bym się zbuntowała. Gdybym tylko mogła.

A że nie mogę to idę spać. Jutro będzie piątek. A w piątki zawsze świat jest fajniejszy, prawda?:)

I taki Aniołeczek może się tak buntować??? Może, ale tylko w czwartki!



7 komentarzy:

  1. Prawda, jutro będzie piątek, a później sobota i niedziela... Odpoczniesz :)
    Wykreśl czwartek z kalendarza, nazwij go przedpiątkiem albo pośrodą, może pomoże ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosia ;-) wenę miałaś - super tekst, ale ja i tak nie wierzę, że Antosiowi jakieś różki wyrastają w czwartki.., że mu w ogóle wyrastają... teraz jak Antoś zacznie się buntować to przynajmniej będzie miał powód :-P ten tekst :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, to nie wena, to rzeczywistość. I to w części:) A różki mu takie wystają że nawet p. Agata z PT nie wierzyła że Antoś w ogóle tak potrafi- a znają się już jakiś czas:)

      Usuń
  3. Prosimy o przyjęcie zaproszenia do blogowej zabawy a zarazem wyróżnienia 'Liebster Blog':)
    Po szczegóły na Franiowy blog zapraszam;-)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszamy do blogowej zabawy Liebster blog. Szczegóły na http://aspikowy.blogspot.com/2012/11/blogowa-zabawa.html

    Franiowa już zaprosiła, to teraz będzie podwójny zestaw pytań i podwójna motywacja do odpowiedzi ;)

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękujemy bardzo za nominację- jak tylko płakać przestaniemy( zap. spojówek) na wszystkie pytania odpowiemy:)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...