piątek, 30 listopada 2012

Lazaretowe wieści

Oczywiście musiało się tak skończyc...
Antonio poległ na placu boju z choróbskami.
W nocy gorączkował, poleciał katar strumieniami a nad ranem już uroczo kaszlał:-/
Co było robić, pobiegliśmy więc do Ulubionej Przychodni.
W Ulubionej Przychodni nas lubią, znają i rozumieją... dlatego też nikogo z personelu dzikie wrzaski z którymi Antoś przekracza próg nie przerażają.
Z personelu to nie...ale postraszył dziś Antoniusz całą poczekalnię.
Bo Antoś nienawidzi lekarzy, fatalnie reaguje na sam zapach przychodni, nienawidzi białych kitli.
Samego Doktorka nawet lubi, ale że chłopak pamieć ma fenomenalną nie wybaczy mu nigdy tych patyczków, słuchawek i innych narzędzi tortur.
Toteż dzięki uprzejmości Pań z Ulubionej Przychodni obserwowaliśmy dziś przez okno pociągi a kolejka do Doktorka  sama się zmniejszała:).
Tosik w końcu wszedł do Doktorka niezadowolony. Bo Doktorek...no i trzeba się było odkleić od pociągów. Oj nie podobało mu się, Pan Doktor na szczęście Antonia zna nie od dziś i na decybele jego się uodpornił( lub rewelacyjnie udaje że się uodpornił) a nawet zabawić potrafi Buntownika.
Wyszliśmy z recepturkami na syropki i skradzioną przez Antosia piłeczką. Grabież mienia przychodniowego była z Doktorkiem ustalona: " a niech bierze, tak będzie dla nas ciszej";-)
Co najważniejsze wyszliśmy bez antybiotyku. Przynajmniej na razie.
To bardzo ważne, bo dla Antosia antybiotyk to naprawdę ZUO!!!! Ostateczna ostateczność  unikamy jak ognia piekielnego bo źle się dzieje z Tosikiem po antybiotyku.
Nie żeby te syropki to rewelacja była, grzybki Antosia już się cieszą na taką porcję cukru. Po prostu grzyb tańczy i śpiewa!!!
Ale jeśli uda się uniknąć antybiotyku to sukces będzie i tak wielki.
Więc dziś super osiągów Antośka nie będzie. Bo dzień spędziliśmy biegając za Maleńkim z łyżeczką od lekarstw.
A i sam zainteresowany był dziś nieco " śnięty".
Spoko, spoko,podkuruje się, podtuczy i nadrobi:)
I znając życie tak nadrobi że za nim nie nadążę:)

4 komentarze:

  1. To była pierwsza informacja , jaka usłyszelismy dziś w Prodeste: grupy nie będzie bo Antek chory.
    Wymyslają te nasze chłopaki wymówki, coo

    Zdrówka, Antonio!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Aguś!
    Mam nadzieję, że uda nam się spotkać w Prodeste przed wiosną:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas wizyta w przychodni nie jest jakimś szczególnym dramatem, jedynie Julka nie lubi za długo czekać. Cierpliwość nie jest Jej mocną stroną. Gorzej jest w przypadku szpitala. Pobyt w tej placówce kojarzy się jej głównie z igłami i strzykawkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tato Julki- dobrze że jesteś, bo myślałam że już na zawsze pozostaniemy w " babińcu":)
    Szpital u nas to już wyjątkowa trauma, dość powiedzieć że 9 pielęgniarek było potrzebnych do założenia wenflonu...

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...