sobota, 10 listopada 2012

Kuchenne rewolucje

Proszę Państwa, oto granat- owocek taki.
Jak powszechnie wiadomo granat jest słodki, ma czerwone ( tak , tak CZERWONE- ulubiony kolor Antoniego B. !!!) ziarenka, gorzkie błonki i twardą skórkę. Na przełomie października i listopada jest w Polsce niedrogi. Jest to również jeden z nielicznych owoców dobrze tolerowanych przez osoby zmagające się z grzybami z gruby candida albinians.

Od dziś granat może również pełnić funkcję terapeuty manualnego w terapii ręki. Wystarczy mieć w domu Antka i ciut ciut pomysłowości.

Antonio dostał ostatnio zalecenie ćwiczyć rękę i chwyt pęsetowy. Bowiem jegomość nasz owszem pięknie chwyt takowy wykonuje ale szybko się nim męczy i zarzuca czynności wymagające jego użycia, przez co paluszki ma niewprawne. Ponadto od już dawna ćwiczymy z Antosiem polecenie" CZEKAJ".
W jednym i drugim przypadku zdecydowanie łatwiej zalecić niż wykonać:)
Czekanie na cokolwiek jest biologicznie wbrew naturze Antosia- no po prostu nie ten zestaw genów. On- musi mieć wszystko już teraz i natychmiast. A ćwiczenie wszystkiego to...trudne z Antosiem zadanie. Jeśli nasz królewicz ma ochotę- idzie łatwo i przyjemnie. Jeśli ma inne plany to na nic zda się zachęcanie, kuszenie, ciekawe formy, proszenie, grożenie. Zaprze się kozioł uparty i na nic nasz rodzicieli autorytet...

No chyba że chodzi o jedzenie. Jedzenie zawsze mu wychodziło. W ilościach każdych!
Tu jest cierpliwy, działa przemyślanie i strategicznie, jeśli jedzenie warte jest tego słucha się nawet naszych sugestii.
Delektuje smakiem, konsystencją.
Jadł zawsze dużo, do niedawna nie był nawet wybredny.
Mógłby jeść bez przerwy, jako niemowlę nie miał wykształconego poczucia sytości ( zaburzenia SI).
Żądny jest nowych smaków, zarówno kulinarnych jak i tych umiarkowanie jadalnych- ostatnio delikatesem są kwiaty pelargonii i płyn do mycia naczyń o smaku cytrynowym.
Kiedy uczyliśmy się gestów " daj" i " masz" to udało się dopiero podczas jedzenia.
Postanowiłam więc i tym razem wykorzystać do nauki naturalne środowisko Antosia- żywność.
Granat wpasował się tu idealnie. Bo czy znacie wredniejszy owocek do konsumpcji?
Ile to się człowiek musi nadziubac ziarenko po ziarenku by go zjeść  Ile to trzeba precyzji żeby wydłubać te ziarenka. A ile pracowitości!!! Żadnej drogi na skróty, bo wtedy może trafić się biała i gorzka błonka która wygina paszczękę człowieka na boki. I Antoniusz dziś wtrąbił całego granata!!!
Ziarenko po ziarenku.

Precyzyjnie chwytem pęsetowym! I jako że słodkie i dobre- jakoś mu się rączka nie zmęczyła, motywacji nie brakło a jadł bitą godzinę i dwanaście minut!!!

Zła i niedobra rodzicielka pozwoliła na jednorazowy akt pośpiechu. Antonio przegryzł gorzką część ..i spokorniał natychmiast.  Dalsza konsumpcja przebiegała z poszanowaniem maminego " POCZEKAJ". Czekał, grzecznie czekał, tylko nóżkami nerwowo przebierał pod stołem kiedy zbyt długo się babrałam ze skórką. Można? Można! Wszystko to kwestia motywacji:)

Niewątpliwie była to najmilsza Antosiowi w tym tygodniu godzina terapii. Po jej zakończeniu był brudny jak nieboskie stworzenie, lepiący się ale z jakimi chochlikami w oczach!!No i ważne, gestem makatońskim oznajmił mi aprobatę i zażyczył sobie jeszcze. Synuś, masz jak w banku, jutro znów się " terapiujemy":)





A na koniec pochwalę się kolejnym sukcesem. Wczoraj mieliśmy pierwsze zajęcia uspołeczniające z Franiem w PRODESTE. Oj bałam się tych zajęć, bardzo się bałam. Antonio potrafi protestować,  tak potrafi że okolicznym stworzeniom puchną uszy- a Franio ma nadwrażliwość dźwiękową i na odgłosy paszczękowe Antulka reaguje bardzo źle.
Już kilka dni przed zajęciami rozpoczęliśmy przygotowania. Dzięki uprzejmości p. Ewy z Fundacji DOM wypożyczyliśmy specjalne słuchawki które wspomagają przewodnictwo dźwiękowe. Po ich założeniu Antoś wreszcie słyszy własny płacz i krzyk właśnie tak jak my go słyszymy, dokładnie z tym samym natężeniem.
Powiem szczerze że efekt tych słuchawek był dla nas przerażający. Pal sześc że Antulek wygląda w nich jak Hannibal Lecter w sławetnej masce. Ale kiedy Antoś pierwszy raz siebie usłyszał był autentycznie przerażony. A ja razem z nim , trudno patrzeć jak maluszek cierpi. Ale trudno też wyobrazić sobie i zrozumieć jak kompletnie inaczej działają zmysły Antosia i jak inaczej postrzega świat.
Ja niby o tym wiedziałam, to przecież żadna nowość że autyzm wprowadza zmysły w błąd. Ale dotąd myślałam że Antoś ignoruje nasze prośby o zaprzestanie krzyków gdyż jest zacietrzewiony w smutku czy złości...A okazało się że on nas nie rozumiał kiedy mówiliśmy że to jest bardzo głośne. Nie rozumiał bo w zasadzie własnego płaczu i krzyku nie słyszał.
Dopiero dzięki tym słuchawkom do niego dotarło. Przykre to było dla Maleńkiego doświadczenie, ale powiem szczerze że podziałało. Teraz pokazuję słuchawki i Antoś natychmiast się uspokaja i stara się w inny sposób pokazać co mu nie gra. Trochę to niestety przypomina warunkowanie, dyrektywne metody wychowywania,kiełbasę na sznurku... ale wyjścia już nie było. Antoś wydawanymi decybelami irytował już powoli sąsiadów co mimo wszystko trzeba zrozumieć - po dwóch miesiącach dzień w dzień dziki ryk o czwartej nad ranem może ściąć białko w oku. Niechcący też Antoś krzywdził innych, np dzieci takie jak Franek, które są znów nadwrażliwe.
I jakimś cudem ta terapia uspołeczniająca wczoraj poszła. Nie, nie...tak zupełnie sielankowo bez żadnych atrakcji to się nie odbyło. Już na początku Antek walnął Rejtana w progu i zanosił się w proteście- bo nie do tej sali chciał wejść  Na szczęście Franio zniósł staropolskie obyczaje Antosia z godnością, a nawet rzekłabym lekkim lekceważeniem, bo patrzył na Antosia z delikatnym pół-uśmiechem a w oczach miał " o co Ci facecik chodzi, co??".
Na szczęście Rejtan Antosia w PRODESTE nikogo nie zdziwił- zajęcia odbyły się na korytarzu:)
Nas wraz z rodzicami Frania wyproszono do sali. Na początku była taka konsternacja i oczekiwanie na to co nasze dzieci zmalują. A potem...wstyd się przyznać  ale było przyjemne pół godziny śmiechów  pogaduszek i wymiany doświadczeń. Owszem dobiegły nas 3 " protesty" Antonia, ale bez reakcji Frania. Nikt się nie dobijał, nie wołał nas, nawet śmiech było słychać zza drzwi.
A po terapii przywitały nas dwie uśmiechnięte twarzyczki w czapkach z gazety i 4 panie które nie wyglądały na zmiażdżone osobowościami naszych chłopców, nawet nie miały widocznych śladów pobicia:))
Słowem świetnie było!!!
Chłopaki się na razie zapoznają, ale w Prodeste obaj jegomoście czują się jak u siebie, Panie też znają. Zgrzytów wielkich nie było...
Dotrą się:) Jeszcze będą kumplami od wspólnej zabawy- mimo że charakterki mają skrajnie różne. Choć autyzm ponoć ten sam.
W poniedziałek kolejne zajęcia. Bierzemy 2 kilo dobrej energii, magiczne słuchawki i 4 saszetki kawy dla dorosłych:)



4 komentarze:

  1. :)
    Prześlij ciotka, fotki, plizz:)

    Szkoda że w poniedziałek nie pogadamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciotka, nasz rewelacyjny aparat w telefonie nie podolal misji- to jest jedyne na ktorym cos widac.
    Lukasz tez w poniedzialek nie bedzie- czyli beda pogaduchy w okrojonym skladzie...:-\

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga! rzucam granatem - Gosia ;-) nominuję Cię ;-) a właściwie bloga Antosia ;-)
    http://aspik-jasiek.blogspot.com/2012/11/wow.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy bardzo za nominację:-)
    Mam nadzieję że ją wykorzystamy, że umiejętności nam starczy:)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...