czwartek, 22 listopada 2012

Antoni Kłótnik!

Sezon jesień- zima został u nas otwarty z przytupem.
Niemal cała familia skoszona jest wirusami. Ja od rana zalewam się łzami rzewnymi- Hania znów przywlekła z przedszkola zapalenie spojówek. Nośnik bakcyli sam padł na placu boju na zmianę zalewając się łzami i kaszląc( zaatakowane spojówki i drogi oddechowe).
Oj ciężko nasza dziewczynka przyjęła areszt łóżkowy, pomimo silnego stanu chorobowego chętnie by szalała.
Tato też orbituje wokół nas kichając i prychając.
I tylko Antoś się trzyma dzielnie.




Gang piżamowców jak zwykle śmiertelnie poważny:)


Co jest zupełnie wyjątkowe, bo Antoś zazwyczaj jest beta- testerem wszystkich wirusów w mieście i choruje zawsze pierwszy. Choruje również kilka razy na choroby które teoretycznie przechodzi się raz( bostonka, ospa). A także choruje na choroby przeciw którym był w zamierzchłej przeszłości szczepiony- np. w tydzień po szczepieniu postanowił się postawić wancykologom i złapał krztusiec...
A tym raz nic, nawet kataru nie ma...SZOK!
Rodzina zatem słania się po domu w nastojach chorobowo- piżamowych a w Antosiu obudził się przywódca.
Krzyczy na nas i rozstawia nas po kątach. Decyduje kto, kiedy i jak może cokolwiek powiedzieć.
Kłóci się doniośle i z każdym.
Z domownikami. Z terapeutami. Z dziećmi w Pogotowiu Terapeutycznym. Z kontrolerem biletów w autobusie. Z panią z warzywniaka. Z psem sąsiadów. I z królikiem. Z lalką  Hani.
Dobiera argumenty, modeluje głos, żywo w tej kłótni gestykuluje. Zatyka nam buzie gdy próbujemy polemizować  Zasłania nam twarze gdy robimy groźne miny. Tupie nogą!!
Wymownie się odwraca plecami gdy jego argumenty nie trafiają do nas!!!
I tylko...za nic nie chce powiedzieć o co się kłóci...
Prosi o chlebek, dostaje chlebek, uśmiecha się...i zaczyna się kłócić...
I tak jest w zasadzie z każdą czynnością. Nawet gdy wszystko idzie po jego myśli, a przynajmniej takie sprawia wrażenie, to sekundę później już się kłóci. Tak profilaktycznie, na zapas:)

Dochodzi więc do zabawnych sytuacji kiedy to Hania cierpi okrutnie a Antoś się z nią kłóci. No bo jak ona może leżeć kiedy on chce się bawić w chowanego???Pada wówczas z ust czterolatki ostrzegawcze" Nie kłoć się ze mną  bo ja muszę chorować!".
A chwilę później rozlega się na cały dom" Mamoooo, zrób coś z Antosiem bo on mi nie pozwala chorować!!!".

Albo zmęczona już okrutnie pytam się Antosia czemu się kłóci. Na co 95 cm chodzącej szczerości odpowiada z uśmieszkiem " nie wiiii" i rozkłada ręce w geście " nie ma"... No i choruj to człowieku w powadze i z godnością!!!


No mamo... jak to nie wiesz o co się kłócę. Po prostu, BO TAK!:)


Tylko na jednej płaszczyźnie- tradycyjnie już- Antoś się nie kłóci. Na niwie żywieniowej:)
Po poniedziałkowej wizycie u pani dietetyk Antoś delektuje się smakowitym jedzeniem. Nie, nie, nie jest to torcik wedlowski. Antoś nie ma tak wygórowanych potrzeb. Ale odkąd dostaliśmy zielone światło na lekkie rozszerzenie diety zupa pomidorowa i marchewka to źródło niekończącej się radości.
Sprawa wcale dotąd nie była oczywista. Antoś od dawna jest na diecie bezmlecznej, bezglutenowej i bezcukrowej. Ale od ponad miesiąca zmagaliśmy się z dietą niskosalicylanową i elimacyjną. W wyniku której Antoś spożywał 30 produktów na krzyż i to wyjątkowo paskudnych w smaku , bo bez żadnych przypraw.
Żebyście dziś widzieli ten uśmiech na widok( i zapach) zupy z dyni!!! Ferii smaków: czosnek, cebula, czarnuszka, kurkuma... Młody wsunął 3 talerze mlaskając przy tym wręcz nieprzyzwoicie:)
A najszczęśliwszy z tego naszego sukcesu dietetycznego to jest chyba nasz królik- Edek.
Marchewkowe szaleństwo:)

Biedne zwierzę prawie się nabawiło nerwicy żołądka próbując zjadać marchewkę czy sałatę zanim dopadnie go Antoś. Bo gdy dopadał to zaczynała się walka o jedzenie. Antoś w desperacji wgramolił się do klatki Edka i próbował mu zabrać smakowity kąsek- czyli niedozwolona surową marchewkę!!!
Po kilku takich akcjach Edek dostawał jedzenie dopiero ciemną nocą , gdy Antoś spał. A Hania wszelkie produkty niedozwolone dla Antka zajadała po kryjomu w swoim pokoju.
Na szczęście wraz z zielonym światłem od dietetyka wszystko wraca do normy. Teraz Antoś znów karmi codziennie Antosia, a w rączce trzyma zawsze dwie marchewki: jedną dla siebie, jedną dla Edka. Siada przed klatką i tak sobie chrupią razem:)
Bo dieta-dietą, ale relacje wśród domowników najważniejsze!!!

Ciekawe czy z równie szerokim uśmiechem Antoś przyjmie nowinki w kwestii diety... sensorycznej?
W przyszłym tygodniu zaczynamy znów masaże, szczotkowania i dociskania stawów. Nasza dieta sensoryczna będzie trwała dwa tygodnie, szczotkowania co 2 godziny. Niestety Malutkiemu znowu się popsuły zmysły, zwłaszcza w kwestiach dotyku i układu przedsionkowego trzeba więc podjąć extra środki zaradcze.
Ostatni raz ćwiczyliśmy ze szczotką w maju- oj nie podobało się Królewiczowi. Teraz nabył sporego doświadczenia w protestach i kłóceniu się, więc przewiduję że czeka nas urocze 2 tygodnie. Ale najważniejsze że to działa. Mogę szczotkować Antosia i co 15 minut jeśli tylko znów na kilka miesięcy jego zmysły się zrównoważą:))




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...