piątek, 30 listopada 2012

Lazaretowe wieści

Oczywiście musiało się tak skończyc...
Antonio poległ na placu boju z choróbskami.
W nocy gorączkował, poleciał katar strumieniami a nad ranem już uroczo kaszlał:-/
Co było robić, pobiegliśmy więc do Ulubionej Przychodni.
W Ulubionej Przychodni nas lubią, znają i rozumieją... dlatego też nikogo z personelu dzikie wrzaski z którymi Antoś przekracza próg nie przerażają.
Z personelu to nie...ale postraszył dziś Antoniusz całą poczekalnię.
Bo Antoś nienawidzi lekarzy, fatalnie reaguje na sam zapach przychodni, nienawidzi białych kitli.
Samego Doktorka nawet lubi, ale że chłopak pamieć ma fenomenalną nie wybaczy mu nigdy tych patyczków, słuchawek i innych narzędzi tortur.
Toteż dzięki uprzejmości Pań z Ulubionej Przychodni obserwowaliśmy dziś przez okno pociągi a kolejka do Doktorka  sama się zmniejszała:).
Tosik w końcu wszedł do Doktorka niezadowolony. Bo Doktorek...no i trzeba się było odkleić od pociągów. Oj nie podobało mu się, Pan Doktor na szczęście Antonia zna nie od dziś i na decybele jego się uodpornił( lub rewelacyjnie udaje że się uodpornił) a nawet zabawić potrafi Buntownika.
Wyszliśmy z recepturkami na syropki i skradzioną przez Antosia piłeczką. Grabież mienia przychodniowego była z Doktorkiem ustalona: " a niech bierze, tak będzie dla nas ciszej";-)
Co najważniejsze wyszliśmy bez antybiotyku. Przynajmniej na razie.
To bardzo ważne, bo dla Antosia antybiotyk to naprawdę ZUO!!!! Ostateczna ostateczność  unikamy jak ognia piekielnego bo źle się dzieje z Tosikiem po antybiotyku.
Nie żeby te syropki to rewelacja była, grzybki Antosia już się cieszą na taką porcję cukru. Po prostu grzyb tańczy i śpiewa!!!
Ale jeśli uda się uniknąć antybiotyku to sukces będzie i tak wielki.
Więc dziś super osiągów Antośka nie będzie. Bo dzień spędziliśmy biegając za Maleńkim z łyżeczką od lekarstw.
A i sam zainteresowany był dziś nieco " śnięty".
Spoko, spoko,podkuruje się, podtuczy i nadrobi:)
I znając życie tak nadrobi że za nim nie nadążę:)

czwartek, 29 listopada 2012

Zupa doprawiana kredką:)

O różnych zupach już słyszałam. Pochodzę ze Śląska, więc wodzionka i zupka z drewnianego kołka nie są mi obce- wprawdzie jako przysłowia, ale jednak.
Dziś jednak powstała nowa zupa: ZUPA KREDKOWA!!!
Jak wiadomo gotowanie dziecku na diecie nie jest prostym zadaniem. Uzyskanie ładnie czerwonej zupy pomidorowej gdy można ją ugotować jedynie na swojskim przecierze pomidorowym to nie lada wyzwanie, przynajmniej dla tak uzdolnionego kucharza jak ja.
Antoś więc postanowił zabrać  sprawy w swoje ręce.
Master Chefa nie oglądał. Pani Gessler nie zna. A jednak swoje wie.


Od jakiegoś już czasu Antoś ze mną kucharzy, nijak go odgonić od paśnika się nie da. Czasem pozwalam mu dorzucić do gara dozwolone produkty. Czasem z przyczyn bezpieczeństwa- nie pozwalam.
Wtedy Antoś próbuje sam przejąc inicjatywę i sam decyduje co do zupy dodać należy.
Jest błyskawiczny w swoim działaniu, wykorzystuje milisekundy by zmiksować kulinarne arcydzieło. Dziś wystarczyło że odwróciłam się po sól a Antoniusz dorzucił do gara swój kubek- widać chciał gotować w naczyniach z podwójnym dnem:)
Nie da się go przegonić, nie istnieje też zabezpieczenie którego Antoś by nie ominął ani wysokość której nie potrafił by osiągnąć.
Nie po to od roku na terapiach różniste wieże ustawia żeby nie wiedział że można ustawić taboret na krzesło, a na taboret dać poduchę- i tak wymościć sobie stanowisko do robienia herbaty.
Nie po to kilka miesięcy ćwiczył małe rączki naklejając i odklejając naklejki by sobie dziś nie poradzić z taśmą zabezpieczającą piekarnik. Pal sześc jeśli robi z niego tylko obserwatorium do gotującej się zupy- drzwiczki się jakoś naprawi. Gorzej gdy wchodzi do piekarnika głową lub próbuje w zupie zamieszać palcem.




Z tego powodu piekarnik jest oklejony na wszystkie spusty i używany tylko późną nocą.
A jednak Antoś zawsze coś wykombinuje, jego wyobraźnia oraz brak instynktu samozachowawczego sprawiają ,  że każdy nasz posiłek przypomina tor przeszkód z atrakcjami.
Dzisiejsza pomidorowa smakowała. Nawet Hani, skrajnemu niejadkowi. Jedynie Antosiowy Tato zauważył, że zupa smaczna, tylko kolor ma inny niż zwykle i jest ciut bardziej kwaskowa.
Tajemnica wyjątkowego smaku uwidoczniła się przy myciu naczyń- arcywyjątkowego smaku dodała czerwona kredka ołówkowa firmy Bambino:)
Kiedy on wrzucił kredkę- pojęcia nie mam. Jak to się stało, że nie wypłynęła...wie tylko Antoni.
Ale zupę kredkową ugotował...

Antoniuszowi zdecydowanie łatwiej się teraz rozrabia, bo rodzice i siostra wleką się po domu na zwolnionych obrotach. Stan chorobowy nadal się panoszy w naszym domu, familia uroczo pociągająca, Hania słabiuśka na antybiotyku a ja rozważam pójście do okulisty z 4 już w tym miesiącu zapaleniem spojówek. Znaczy się jest ostro,skoro ja się do lekarza wybieram.
Antoni wobec nas stosuje podstępną taktykę, przychodzi się przytulic, okazuje nam dużo ciepła i miłości i usypia naszą czujność...I po sekundzie słychać " łubududuuuuu" i coś poleciało...
Nie ma się co dziwić że rozrabia Maleńki. Znudzony jest tymi naszymi chorobami okrutnie, Antoś nie przyzwyczajony do siedzenia w domu...
Niestety chwilowo nie ma w domu wystarczająco zdrowego osobnika który by podołał misji wymęczenia Antosia na dworze.
Ciekawe jaką potrawę wymyśli nasz Kuchmistrz do czasu naszego wyzdrowienia???


Co by tu zmajstrować szybciutko? Skoro już mnie przyprowadzili do Prodeste to trzeba to dooooobrze wykorzystać...

wtorek, 27 listopada 2012

1 procentowe dziękuję


Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym " Słoneczko" zakończyła już księgowanie wpłat z 1 % podatku na subkontach podopiecznych.
Miało być skromniutko, mieliśmy tylko miesiąc na zachęcanie darczyńców. Tak naprawdę wiedziałam że z rozliczeniem podatkowym do samego końca wstrzymała się nasza rodzina i najbliżsi przyjaciele.
Nie spodziewałam się cudów. Zresztą sądziłam że o będą grosikowe wpłaty. Cenne, ale nie gwarantujące Antulkowi konkretnej terapii.
Znowu się myliłam. Mam wrażenie że mylę się ostatnio coraz częściej. I obym się tak myliła zawsze.
Zaufało nam 28 osób. 28 wspaniałych osób uznało że warto dać szansę Antosiowi, że Maleńki ją wykorzysta.
Wiemy już że efektem tej wiary będzie wyjazd Antulka na turnus rehabilitacyjny z Prodeste w wakacje.
Turnus o którym marzyliśmy od samego początku naszej przygody z autyzmem. I którego cena zwaliła nas z nóg.
Możemy się na niego pakowac.
Wiemy również że mały 1% przeliczy się na 2 miesiące terapii uspołeczniającej Antosia.
I nagle z " małego" procenta zrobiła się gigantycznie wielka szansa dla Antosia na rozwój, na pokonywanie swoich ograniczeń, na pracę.

Nie znam waszych personaliów, nie wiem dokładnie komu mogę podziękować za którą wpłatę. Ale myślę, że to nie ma wielkiego znaczenia. Wszystkie są tak samo dla nas ważne, bo wszystkie dały nam ogromną nadzieję.
Dziękujemy bardzo za zaufanie i obiecujemy wykorzystać do cna szansę którą nam podarowaliście. Będziemy Was na bieżąco informować co Antosiowi udało się osiągnąć, bo to Wasza wielka zasługa. 
Dziękujemy więc:

2 Aniołom z Bygdoszczy
1 Aniołowi z Brzegu
1 Aniołowi z Bytomia
1 Aniołowi z Katowic
1 Aniołowi z Krakowa- Nowa Huta
1 Aniołowi z Kozienic
1 Aniołowi z Kraśnika
1 Aniołowi z Lublina
1 Aniołowi z Olesna
8 Aniołom z Opola
7 Aniołom z Radomia

Jesteście Antosiowymi Aniołami. Takimi Stróżami którzy pilnują żeby Malutki był szczęśliwy.

Ale podziękowania należą się również tym Aniołom którzy nie mogąc przekazać swojej wpłaty rozpowszechniali nasz apel w terenie.
Razem poczynili Państwo wielką pracę na rzecz rehabilitacji Antosia. Dołożymy wszystkich starań by nadziei które pokładacie w Antosiu nigdy nie zawieźć.

niedziela, 25 listopada 2012

Siła rodzeństwa

" Moim marzeniem jest, żeby się dowiedzieć  czy Kacper o mnie czasem myśli, i co myśli, żeby mi powiedział, że mnie kocha, albo chociaż lubi...Żeby się kiedyś do mnie uśmiechnął, albo chociaż spojrzał na mnie. Bo wydaje mi się , że jak on na mnie nie patrzy, to znaczy, że mnie nie lubi, chociaż pan Marek mówi, że to nieprawda. I żebyśmy wszyscy, całą rodziną, poszli kiedyś do kina. I chciałabym spotkać inne dzieci, które też mają w domu takich kosmitów, jak ja, i spytać ich, czy im też jest czasami tak smutno, czy mają podobne kłopoty itd.
I chciałabym, żeby ludzie się na nas tak nie gapili na ulicy, jak Kacper się dziwnie zachowuje, bo to strasznie mnie wkurza, że mówią " co za niewychowane dziecko", a to jest przecież nieprawda. On jest tylko inny, jak kosmita właśnie. A tym ludziom może być potem głupio, jak u nich też się taki zjawi. Bo może wylądować wszędzie. I wtedy trzeba mu pomóc, a nie gapić się.
Ola"

Cytat pochodzi z książki Roksany Jędrzejewskiej- Wróbel pt " Kosmita". Książki bardzo dla nas ważnej, do której często wracamy, zwłaszcza Hania. Którą na początku opłakaliśmy, każdą jedną stronicę.
Książki która sporo tłumaczy naszym bliskim , gdy nam głos grzęźnie gdzieś w gardle, a w oczach pojawiają się wielkie znaki zapytania, gdy ktoś nas spyta co będzie dalej.

Nie bez powodu dzisiejszą pisaninę rozpoczęłam właśnie tym cytatem. Dziś obchodzimy bardzo ważne święto rodzinne. Ważniejsze niż imieniny czy może nawet Zajączek.
Dziś jest święto Siostry i Brata.

Dziś gdy myłam gary przybiegła Hania cała w pąsach i zaczęła krzyczec: " Mamo, mamo, Antoś zawołał do mnie po imieniu , on mnie chyba kocha". Poryczałam się jak bóbr, wyściskałam Hanię i Antosia.
Nie mam powodu by nie wierzyć Maleńkiej.
Od jakiegoś czasu gdy podchodziliśmy pod przedszkole Hani Antoś krzyczał " Janiaaaaa". Lub gdy Hania wchodziła do pokoju " anaaaa".
Ale nie chciałam się cieszyć przedwcześnie, Antoś już wielokrotnie wypowiadał słowa o których istnieniu potem zapominał.
Poza tym nigdy nie skierował tego słowa bezpośrednio do niej, do najlepszej i najbardziej kochającej siostry na świecie.
Dziś to zrobił, podczas zabawy z Hanią. Nie było mnie przy tym pierwszym razie- pozostaje mi oprzeć się na wyczerpującej relacji 4-latki.
Antoś bawił się z Hanią w berka, a kiedy ta się zagapiła i nie goniła Antosia zawołał ją " Jania".
Nie ma znaczenia czy zrobił to wyraźnie, czy ja bym to zrozumiała. Ważne że mają swoją nic porozumienia, że Hania rozumie Antulka, a Berbeć kieruje swoje myśli do niej.

Nie znam marzeń mojej córki. Niestety nie.
Po pierwsze dlatego że Hania nie bardzo ogarnia pojęcia marzenia. Zapyta o to co by chciała żeby się wydarzyło niedługo, tak najbardziej , najbardziej odpowiada... że chciałaby żeby Mikołaj przyniósł jej plac zabaw dla kucyków Pony:)
Zapytana o to co chciałaby robić jak będzie dorosła nie wie...wie tylko że będzie miała dużo pieniędzy i kupi rodzicom i Antosiowi auto.
Nie znam też marzeń mojej córki...bo wstyd się przyznać , ale brakuje nam chwil sam na sam, gdy mogłybyśmy nad tymi marzeniami popracować  I dziś sobie to uświadomiłam i solennie obiecałam że muszę to zmienić. Nie kiedyś ale jutro, już, teraz i natychmiast!
Ale uświadomiłam sobie również że Hania ma bardzo dużo szczęścia. Jej " kosmita" śmieje się do niej, bawi się z nią- nieporadnie, tak jak tylko potrafi. Uśmiecha się do niej i woła. Zna jej imię, potrafi ją przytulic, dać buziaka, pokazać że w danej chwili jest dla niego ważna.
Nie zawsze tak było, mniej więcej rok temu Antoś nie dostrzegał żadnych domowników, nie mówiąc o uśmiechu do kogokolwiek. Z Hanią się nie bawił, bo - wydaje mi się- nie różniła się ona zbytnio dla niego od krzesła, stołu czy szafy. Ot, wyposażenie mieszkania, ale do czego służy to już Maleńki nie wiedział.
Zmiana przychodziła stopniowo, wraz z rezultatami terapii.
I niezłomnej postawy Hani. Empatii, która u 4-latki jest niespotykana, a która czasem i mnie, dorosłą babę zawstydza i każde nieźle pomyśleć o swoim zachowaniu.

Antoś bił bardzo Hanię  na wiosnę tego roku. To było chyba najtrudniejsze doświadczenie w całej naszej przygodzie z autyzmem. Bo jak chronić jedno ukochane dziecko przed drugim ukochanym dzieckiem. Wespół z terapeutami opracowaliśmy środki zaradcze, a Hania nawet wówczas zawstydzała mnie swoją miłością do Antka. Bo choć płakała strasznie z podbitym na sino okiem tłumaczyła mi że Antoś nie może bić  bo bicie jest złe, ale on bije bo nie umie mówić, więc nie możemy się gniewać na niego że nie umie czegoś robić  Bo się stara. Tylko mu nie wychodzi. Jak jej pisanie...
Antoś przestał bić Hanię. Stworzyli koalicję, autentyczny front przeciw rodzicom. Rączka rączkę kryje.
Przy czym mądrość Hani znów się uwidacznia, denuncjuje na brata tylko w sytuacjach które zagrażają jego bezpieczeństwu lub gdy Mały kradnie produkt żywnościowy po którym na pewno będzie strasznie cierpiał.
Głośno wtedy rozlega się " Mamoooo, Antoś coś robi, ja nie wiem jak to się nazywa ale musisz go uratować natychmiast!!!!".
Pierwsza opanowała gesty Makatona.
Z naukową precyzją wymienia co Antoś może jeść a czego mu nie wolno i dlaczego.
Wie z czym się zmaga Antonio, potrafi nazwać autyzm( w jej wydaniu AUTYMZ) i wymienić charakterystyczne objawy.
Ba, dostrzegła je u kolegi z przedszkola, wprawiając panie w osłupienie. I mając najprawdopodobniej rację.
Z dumą, bez najmniejszego wstydu tłumaczy dlaczego Antoś krzyczy w autobusie. Uczy też tego swoje lalki.
Wkurza się na niego kilka milionów razy dziennie. Ale nie powie o nim inaczej niż " mój braciszek kochany", " Antoś- mój kochany robaczek".

Hania ma oczywiście mnóstwo szczęścia. Kosmita wylądował na jej planecie gdy była bardzo maleńka( 2 latka) i w zasadzie czuje że jest z nami od zawsze. Nie pamięta jak to było gdy Antosia z nimi nie było. Łatwiej wtedy się przystosować.
Hania ma również wokół siebie innych kosmitów i ich rodziny. Widzi że te rodziny są szczęśliwe a Ci kosmici są dla niej dokładnie tak samo " normalni" jak dla nas rudzielce czy blondyni na ulicy.
Hania wychowuje się wokół dzieci niepełnosprawnych, sama korzystając z rehabilitacji spotkała się z wieloma wymiarami " inności" i na szczęście dziś każdy człowiek jest dla niej inny ale ciekawy i fajny.
Hanię otaczają mądrzy ludzie: chrzestni, dziadkowie, ciocie i wujkowie, którzy gdy ja zawalam na pełnej linii ratują poczucie wyjątkowości w Hani. Do dziś nie wiem jak nasi przyjaciele robią to, że po spotkaniu z nimi każde z moich dzieci czuje się dopieszczone najbardziej na świecie.
Hania zawsze wszystko robiła z Antosiem. Nawet gdy Antoś nie chciał współpracować  Nie do końca z wyboru, po prostu będąc sama z dwójką dzieci musiałam we wszystko angażować dwójkę: od prania po zakupy.
Migają mi przed oczami obrazki z niemowlęctwa Antosia,gdy chcąc nakarmić Wiecznego Krzykacza na drugim kolanie miałam Hanię i ruchami niemal ekwibilibrystycznymi czytałam jej książeczkę. A Antonio wisiał w tym czasie na dojarce:)
Antoś jest więc naturalnym elementem dla Hani. Ale na pewno zwyczajną i pospolita nie jest miłość którą Hania darzy Antosia.
To najwierniejsza fanka Tosika.
Skrupulatny obserwator, kronikarz każdego postępu.
Krytyczny ale baaaardzo wyrozumiały.
Jest dla niego ciepła i czuła ale jednocześnie stanowcza, jakby wiedziała że konsekwencja jest kluczem do rozwoju Antosia. Skąd ona to wie??? Pojęcia nie mam. Przecież ma 4 latka, 3 miesiące i 12 dni.
Ale to najlepszy psycholog z jakim przyszło mi się w życiu spotkać.
Najlepszy i najwytrwalszy terapeuta Antosia.

Oczywiście wraz z diagnozą pojawiły się strachy i lęki czy nie zniszczymy Hani Antosiem. Trudno, trzeba przyznać się do własnej głupoty. Baliśmy się jak cholera o Hanię, mieliśmy gigantyczne wyrzuty sumienia, bo powołaliśmy Antosia do życia by Hania miała wsparcie na całe życie. Wsparcie a nie ciężar.
Minął rok: patrzę na te dwa bajtle i po prostu cieszę się z ich relacji. Z ich zabawy, radosnego świergotu, bójek( pewnie że są!!!) i kłótni, naśladowań...I widzę fajne, kochające się rodzeństwo, które czasem da sobie po łbie ale kocha się okrutnie.
Nie zamieniłabym tych chwil na nic innego na świecie.

I psińco mnie obchodzą statystyki, wykłady mądrych głów o braku możliwości wchodzenia przez autystów w relację.
Kicham na to- a że przeziębieni jesteśmy kicham bardzo.
Swoje widzę.
Swoje wiem.
Oto najlepszy brat na świecie:

Oto Najlepsza z Sióstr Tego Świata:

Amen








czwartek, 22 listopada 2012

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY... VADER POMAGA:)

Jeszcze nie wiem o czym śpiewają ale czerwony napis jest czaderski!!!

Otrzymaliśmy prezent dla Antosia. Zespół Vader przekazał na aukcje Antośkowe dwie płyty, 3 koszulki, dwie kartki z autografami i naszywkę.
Antoś nie zostanie metalem. Przynajmniej na razie. No włosy na razie nieodpowiednie do trzepania, a i dopiero od niedawna oswaja się w ogóle z istnieniem czegoś takiego jak muzyka, stąd gust muzyczny jeszcze u Młodzieńca nie uformowany.
Ale Antoś wiele dzięki temu gestowi może wypracować, wiele może się nauczyć. Dlatego chcielibyśmy z całego serca podziękować zespołowi Vader, a zwłaszcza wokaliście Peterowi, z którego inicjatywy cenna przesyłka do nas dotarła:).
 Po zespole metalowym jeszcze jakiś czas temu pomocy dla niepełnosprawnego dziecka nigdy bym się nie spodziewała. A teraz wzruszona bardzo dziękuję i naprawdę doceniam gest:)

Pieniądze uzyskane z aukcji przeznaczymy na terapię Antosia. Kto wie , może za kilka lat będzie trzepał włosami na koncertach i śpiewał " Cold demons".
Szczerze powiedziawszy ja o niczym innym nie marzę!!!Żeby był fajnym nastolatkiem, szalejącym na koncertach, słuchającym swojej muzyki. Niech sobie zostanie szatańsko zbuntowany:)
Niech ma swoje oryginalne poglądy:)
Przysięgam publicznie, jeśli za kilka lat mój syn będzie chciał słuchać na cały regulator muzyki Vader, posłucham z nim i się uśmiechnę:) Nie będę ględzić  nie będę ściszać !! Będę mu dokładać się na koncerty i nowe płyty!!! A co!!

Póki co serdecznie zapraszam na aukcje. Ja się na tym nie znam, ale Antosiowy Tato zachwala znając tematykę:)
Vader Pomaga Antosiowi

Antoni Kłótnik!

Sezon jesień- zima został u nas otwarty z przytupem.
Niemal cała familia skoszona jest wirusami. Ja od rana zalewam się łzami rzewnymi- Hania znów przywlekła z przedszkola zapalenie spojówek. Nośnik bakcyli sam padł na placu boju na zmianę zalewając się łzami i kaszląc( zaatakowane spojówki i drogi oddechowe).
Oj ciężko nasza dziewczynka przyjęła areszt łóżkowy, pomimo silnego stanu chorobowego chętnie by szalała.
Tato też orbituje wokół nas kichając i prychając.
I tylko Antoś się trzyma dzielnie.




Gang piżamowców jak zwykle śmiertelnie poważny:)


Co jest zupełnie wyjątkowe, bo Antoś zazwyczaj jest beta- testerem wszystkich wirusów w mieście i choruje zawsze pierwszy. Choruje również kilka razy na choroby które teoretycznie przechodzi się raz( bostonka, ospa). A także choruje na choroby przeciw którym był w zamierzchłej przeszłości szczepiony- np. w tydzień po szczepieniu postanowił się postawić wancykologom i złapał krztusiec...
A tym raz nic, nawet kataru nie ma...SZOK!
Rodzina zatem słania się po domu w nastojach chorobowo- piżamowych a w Antosiu obudził się przywódca.
Krzyczy na nas i rozstawia nas po kątach. Decyduje kto, kiedy i jak może cokolwiek powiedzieć.
Kłóci się doniośle i z każdym.
Z domownikami. Z terapeutami. Z dziećmi w Pogotowiu Terapeutycznym. Z kontrolerem biletów w autobusie. Z panią z warzywniaka. Z psem sąsiadów. I z królikiem. Z lalką  Hani.
Dobiera argumenty, modeluje głos, żywo w tej kłótni gestykuluje. Zatyka nam buzie gdy próbujemy polemizować  Zasłania nam twarze gdy robimy groźne miny. Tupie nogą!!
Wymownie się odwraca plecami gdy jego argumenty nie trafiają do nas!!!
I tylko...za nic nie chce powiedzieć o co się kłóci...
Prosi o chlebek, dostaje chlebek, uśmiecha się...i zaczyna się kłócić...
I tak jest w zasadzie z każdą czynnością. Nawet gdy wszystko idzie po jego myśli, a przynajmniej takie sprawia wrażenie, to sekundę później już się kłóci. Tak profilaktycznie, na zapas:)

Dochodzi więc do zabawnych sytuacji kiedy to Hania cierpi okrutnie a Antoś się z nią kłóci. No bo jak ona może leżeć kiedy on chce się bawić w chowanego???Pada wówczas z ust czterolatki ostrzegawcze" Nie kłoć się ze mną  bo ja muszę chorować!".
A chwilę później rozlega się na cały dom" Mamoooo, zrób coś z Antosiem bo on mi nie pozwala chorować!!!".

Albo zmęczona już okrutnie pytam się Antosia czemu się kłóci. Na co 95 cm chodzącej szczerości odpowiada z uśmieszkiem " nie wiiii" i rozkłada ręce w geście " nie ma"... No i choruj to człowieku w powadze i z godnością!!!


No mamo... jak to nie wiesz o co się kłócę. Po prostu, BO TAK!:)


Tylko na jednej płaszczyźnie- tradycyjnie już- Antoś się nie kłóci. Na niwie żywieniowej:)
Po poniedziałkowej wizycie u pani dietetyk Antoś delektuje się smakowitym jedzeniem. Nie, nie, nie jest to torcik wedlowski. Antoś nie ma tak wygórowanych potrzeb. Ale odkąd dostaliśmy zielone światło na lekkie rozszerzenie diety zupa pomidorowa i marchewka to źródło niekończącej się radości.
Sprawa wcale dotąd nie była oczywista. Antoś od dawna jest na diecie bezmlecznej, bezglutenowej i bezcukrowej. Ale od ponad miesiąca zmagaliśmy się z dietą niskosalicylanową i elimacyjną. W wyniku której Antoś spożywał 30 produktów na krzyż i to wyjątkowo paskudnych w smaku , bo bez żadnych przypraw.
Żebyście dziś widzieli ten uśmiech na widok( i zapach) zupy z dyni!!! Ferii smaków: czosnek, cebula, czarnuszka, kurkuma... Młody wsunął 3 talerze mlaskając przy tym wręcz nieprzyzwoicie:)
A najszczęśliwszy z tego naszego sukcesu dietetycznego to jest chyba nasz królik- Edek.
Marchewkowe szaleństwo:)

Biedne zwierzę prawie się nabawiło nerwicy żołądka próbując zjadać marchewkę czy sałatę zanim dopadnie go Antoś. Bo gdy dopadał to zaczynała się walka o jedzenie. Antoś w desperacji wgramolił się do klatki Edka i próbował mu zabrać smakowity kąsek- czyli niedozwolona surową marchewkę!!!
Po kilku takich akcjach Edek dostawał jedzenie dopiero ciemną nocą , gdy Antoś spał. A Hania wszelkie produkty niedozwolone dla Antka zajadała po kryjomu w swoim pokoju.
Na szczęście wraz z zielonym światłem od dietetyka wszystko wraca do normy. Teraz Antoś znów karmi codziennie Antosia, a w rączce trzyma zawsze dwie marchewki: jedną dla siebie, jedną dla Edka. Siada przed klatką i tak sobie chrupią razem:)
Bo dieta-dietą, ale relacje wśród domowników najważniejsze!!!

Ciekawe czy z równie szerokim uśmiechem Antoś przyjmie nowinki w kwestii diety... sensorycznej?
W przyszłym tygodniu zaczynamy znów masaże, szczotkowania i dociskania stawów. Nasza dieta sensoryczna będzie trwała dwa tygodnie, szczotkowania co 2 godziny. Niestety Malutkiemu znowu się popsuły zmysły, zwłaszcza w kwestiach dotyku i układu przedsionkowego trzeba więc podjąć extra środki zaradcze.
Ostatni raz ćwiczyliśmy ze szczotką w maju- oj nie podobało się Królewiczowi. Teraz nabył sporego doświadczenia w protestach i kłóceniu się, więc przewiduję że czeka nas urocze 2 tygodnie. Ale najważniejsze że to działa. Mogę szczotkować Antosia i co 15 minut jeśli tylko znów na kilka miesięcy jego zmysły się zrównoważą:))




czwartek, 15 listopada 2012

Zbuntowany Anioł

Jak Antoś wygląda każdy wie. Blond włoski, śliczna buźka, niebieskie wielkie oczy i uśmiech czarusia.
Zazwyczaj spotykam się z komentarzami " Jaki słodki aniołeczek". Często jest to nawet zgodne z prawdą.
Ale nie wiedzieć czemu w czwartki temu aniołeczkowi wyrastają różki i powstaje Zbuntowany Anioł...

Czasem bywają takie dni. Ledwie otworzycie oko w łóżku i już wiecie że ten dzień nie będzie fajny. Dziś właśnie taki dzień.
O 5.15 otwarłam oko. A właściwie otwarł mi je Antoś. Kredką. Błyskawiczna analiza sytuacji wykazała następujące nieprawidłowości:
- Antoś trzyma w ręce kredkę. Co, biorąc pod uwagę że wszystko w Antosiowym Pokoju jest na wysokości, wróży absolutny armagedon.
- Antoś jest bez spodni od piżamy. Nie posiada również pieluchy. Wstając należy więc się spodziewać bomb poślizgowych umiejscowionych w każdym z możliwych miejsc
- jest CZWARTEK!!!

Nie, pierniczę, nie wstaję!!!Dziś jest jakiś tam dzień związków zawodowych, więc właśnie zakładam ZWIĄZEK ZAWODOWY MAM POLSKICH i jako aktywny związkowiec ogłaszam strajk. Niech przyleci supermen, Batman, KTOKOLWIEK!! Ja dzisiaj nie wstaję!!!

Antoś postanowił zaradzić moim zaspanym myślom. Wdrapał się i usiadł na mnie okrakiem. Jeszcze szybsza analiza sytuacji niż poprzednio wykazała że jeśli natychmiast nie wstanę Antonio mnie oleje. I będę miała masę prania.
Spod ziemi nagle wyrosła Hania. " Mamusiu, czy Ty już wstajesz. Wstań już proszę!". Jasne córeczko...
No to wstałam...Potem było tylko gorzej.

Bo potem było śniadanie na które Młodzieniec ewidentnie nie miał ochoty. Kaszka poleciła na ścianę. W tym samym momencie toczyły się negocjacje z Hanią by zjadła jednak jeszcze pół kanapki, bo dzisiaj jest CZWARTEK i jak nie zje śniadania to będzie głodna bo jedziemy na rehabilitację  " Ależ mamusiu, mój brzuszek mi mówi że już jest pełen i na pewno nie będzie głodny". Jaaaasne...

No to myjemy zęby. O dziwo Antek nie myje- choć zwykle myje zęby kilkadziesiąt razy dziennie a pastę mógłby wsuwać na kilogramy.

Ubieramy się . Antoś gra w grę " złap mnie jeśli potrafisz". Po pół godziny pogoni za zajączkiem jestem zziajana  Ale czas mamy dobry, powinniśmy zdążyć  No to pora ubierać Hanię. " Mamusiu a czy wiesz że ta czapka mi dzisiaj nie pasuje, no bo zobacz- ja nie mam nic niebieskiego na sobie". Tylko spokój może nas uratować...
Dobra, wszyscy opatuleni- możemy wychodzić  Gucio prawda, nie możemy , Antoś zrobił kupę. Rozbieramy Misia- na syrenie. Gramy w łapanie po raz  kolejny, przewijamy, ubieramy na podwójnej syrenie. Wyszliśmy. Alleluja! Pierwszy sukces w dniu dzisiejszym!
Nie trwał długo, na przystanku powitał nas odjeżdżający autobus. Drugi nie przyjechał wcale. Trzeci przyjechał. Antosia terapia trwała już od 10 minut a Haniowa rehabilitacja miała się zacząć za 20 minut- na drugim końcu miasta. Należało odeskortować Antonia do Pogotowia Terapeutycznego, zabrać Hanię taksówką na jej rehabilitację. Potem odwieźć taksówką do przedszkola. A potem to już z górki, pojechać szybciuteńko po Antosia, dowieźć nieśpiącego do domu, nakarmić  i  uspac na drzemkę i o 15.30 po Hanię do przedszkola....CZWARTEK!

Póki co jesteśmy w autobusie i realizujemy pierwszy punkt z naszego planu. Antosiowi się nie podoba, kopie w autobus. Za to Hania zagaduje pasażerów zasłaniając swojemu prosiaczkowi uszy. Więc któraś pani pyta się jej dlaczego to robi.
" Bo plosiacek nie lubi glośnych dwięków i go chronię, żeby go uska nie bojały".
Oho, posypały się wymowne spojrzenia spod byka współtowarzyszy podróży. Na szczęście Antoś nie dał mi okazji do dementi gdyż z siatki jakiejś pani wygrzebał pączusia. Ratuję więc mienie zagrabione. Siłą argumentów się nie udało, wykorzystałam więc przewagę fizyczną. Antoś nie pozostał mi dłużny, wykorzystał swoją przewagę decybelową.
Podchodzi staruszka o promiennym uśmiechu i pyta czy daleko jedziemy.Odpowiadam , że na następnym przystanku wysiadamy. " O jak dobrze!!!" . W istocie!!!

Śpieszymy się szalenie. Nagle Hania wybucha strasznym płaczem i w spazmach błaga bym uratowała jej NOWE buty od kupy. 15 minut do rehabilitacji Hani... Co było robić?
Poszło pół paczki chusteczek nawilżanych i 7 minut. Oraz 20 decybyli więcej do protestującego w wózku Antosia.
Uffff, dotarlim. No to Antoś hyc do Pogotowia Terapeutycznego. To jego ulubione miejsce w całej fundacji, uwielbia tu przychodzić i nigdy nie chce wychodzić  No tak , ale dziś jest CZWARTEK. Więc zamiast uroczych uśmiechów na powitanie Antoś zalewa się łzami. Nie mogę go pocieszać  taksówka już podjeżdża. Zostawiam go i pędzę z drugim dzieckiem na rehabilitację. Zjada mnie kac moralny, że go nie utuliłam. Jest mi źle. A nie ma nawet 10 rano.

Dotarłyśmy z Hanią oczywiście spóźnione. Błyskawiczne przebieranie w strój gimnastyczny gdy słyszę " Mamusiu, chce mi się tak strasznie siku i kupeczkę". Resztki mojego dobrego humoru walą głową o ścianę gdy Hania siedzi w toalecie.
Na szczęście odbyło się dziś bez protestów podczas ćwiczeń i po 30 minutach mogłyśmy się zbierać do przedszkola.
" Mamusiu, ja jestem taka strasznie, strasznie głodna!!!". Tłumaczę, że jedziemy teraz do przedszkola, za pół godziny będzie zupka w przedszkolu, wytrzyma? Nie wytrzyma, bo jej brzuszek strasznie cierpi. Człapiemy do piekarni a ja wy myślach analizuję. Jeśli ją teraz uduszę to każdy sąd mnie uniewinni, prawda?

W przedszkolu nie mogło pójść gładko, przecież jest CZWARTEK. Grupa Hani wyszła na spacer, więc rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania grupy w której mogę zostawić Hanię. Nie mogę z nią poczekać  wbrew uroczym Hani prośbom- bo muszę pędzić po Antosia, za 25 minut kończy się Pogotowie Terapeutyczne. Udało się, wbiegam do autobusu- może ten dzień nie będzie jednak taki koszmarny???

Będzie. Panie witają mnie pytaniem co się dziś stało Antosiowi że on taki zbuntowany. Nic. CZWARTEK. Antoś nie chciał pracować, nie chciał myc rączek, nie chciał jeść, nie chciał się bawić.
Jedynie pędzelkiem obrazek namalował- ha, granatoterapia działa!!!
Pakujemy się do wózka- Antoś nie chce!!!
Wyjeżdżamy- Antoś zasypia w minutę. Dojeżdżamy do domu- śpi. Nie dobrze, obudzi się głodny jak wilk. A jak Polak głodny to zły.
Próbuję obudzić go o 14...nie ma mowy, śpi.
Wstaje o 15. Zły jak osa!!!
Jemy zupkę- nie pasuje, nie będzie jadł. Wściekłość w Maleńkim narasta. No to podaję drugie danie, wczorajsze spaghetti zrobiło furorę  Ale wczoraj. A dziś jest CZWARTEK. W czwartki Antoś zrzuca makaron na podłogę. Czas się zbierać po Hanię do przedszkola. Antoś jednak chce zupę. Zjadamy zupę ale po Hanię wpadamy spóźnieni.
Hania zawiedziona, nieszczęśliwa. " Nie tak się mamusiu umawiałyśmy". Kajam się pokornie i przepraszam- no nie tak córeczko, ale co ja na to poradzę że dzisiaj jest CZWARTEK.

Do końca dnia Antoś nie życzy sobie zakupów, ani placu zabaw. Ani podwieczorku. Ani kolacji. Ani zabawy. Ani książeczki. Ani umyć zębów. Spać też nie będzie w piżamie. A w ogóle to spać też nie będzie, bo po co spać....
Ufff, 20.30- jednak zmienił zdanie i zasnął. W tym czasie Hania czekając na mnie i wieczorną lekturę zasnęła w swoim pokoju na podłodze. Znowu zawiodłam córeńko, znowu nie poczytałam. Zapakowałam zaspane ciałko do łóżeczka i obiecałam że jutro jej to wynagrodzę...

Są tylko dwie możliwości.
1. Światem nie działają prawa fizyki, chemii i matematyki tylko prawa złośliwości losu. Prawa Murphiego. To dlatego Antoś ma zły humor właśnie wtedy kiedy logistycznie nie powinien go mieć , czyli w najbardziej skomplikowany dzień w tygodniu

2. Antoś tajemnym sposobem zapoznał się z działaniem kalendarza i wiedział że dziś właśnie jest czwartek i dlatego miał zły humor. Jeśli tak to ja chłopaka rozumiem. Też nie lubię czwartków i też bym się zbuntowała. Gdybym tylko mogła.

A że nie mogę to idę spać. Jutro będzie piątek. A w piątki zawsze świat jest fajniejszy, prawda?:)

I taki Aniołeczek może się tak buntować??? Może, ale tylko w czwartki!



sobota, 10 listopada 2012

Kuchenne rewolucje

Proszę Państwa, oto granat- owocek taki.
Jak powszechnie wiadomo granat jest słodki, ma czerwone ( tak , tak CZERWONE- ulubiony kolor Antoniego B. !!!) ziarenka, gorzkie błonki i twardą skórkę. Na przełomie października i listopada jest w Polsce niedrogi. Jest to również jeden z nielicznych owoców dobrze tolerowanych przez osoby zmagające się z grzybami z gruby candida albinians.

Od dziś granat może również pełnić funkcję terapeuty manualnego w terapii ręki. Wystarczy mieć w domu Antka i ciut ciut pomysłowości.

Antonio dostał ostatnio zalecenie ćwiczyć rękę i chwyt pęsetowy. Bowiem jegomość nasz owszem pięknie chwyt takowy wykonuje ale szybko się nim męczy i zarzuca czynności wymagające jego użycia, przez co paluszki ma niewprawne. Ponadto od już dawna ćwiczymy z Antosiem polecenie" CZEKAJ".
W jednym i drugim przypadku zdecydowanie łatwiej zalecić niż wykonać:)
Czekanie na cokolwiek jest biologicznie wbrew naturze Antosia- no po prostu nie ten zestaw genów. On- musi mieć wszystko już teraz i natychmiast. A ćwiczenie wszystkiego to...trudne z Antosiem zadanie. Jeśli nasz królewicz ma ochotę- idzie łatwo i przyjemnie. Jeśli ma inne plany to na nic zda się zachęcanie, kuszenie, ciekawe formy, proszenie, grożenie. Zaprze się kozioł uparty i na nic nasz rodzicieli autorytet...

No chyba że chodzi o jedzenie. Jedzenie zawsze mu wychodziło. W ilościach każdych!
Tu jest cierpliwy, działa przemyślanie i strategicznie, jeśli jedzenie warte jest tego słucha się nawet naszych sugestii.
Delektuje smakiem, konsystencją.
Jadł zawsze dużo, do niedawna nie był nawet wybredny.
Mógłby jeść bez przerwy, jako niemowlę nie miał wykształconego poczucia sytości ( zaburzenia SI).
Żądny jest nowych smaków, zarówno kulinarnych jak i tych umiarkowanie jadalnych- ostatnio delikatesem są kwiaty pelargonii i płyn do mycia naczyń o smaku cytrynowym.
Kiedy uczyliśmy się gestów " daj" i " masz" to udało się dopiero podczas jedzenia.
Postanowiłam więc i tym razem wykorzystać do nauki naturalne środowisko Antosia- żywność.
Granat wpasował się tu idealnie. Bo czy znacie wredniejszy owocek do konsumpcji?
Ile to się człowiek musi nadziubac ziarenko po ziarenku by go zjeść  Ile to trzeba precyzji żeby wydłubać te ziarenka. A ile pracowitości!!! Żadnej drogi na skróty, bo wtedy może trafić się biała i gorzka błonka która wygina paszczękę człowieka na boki. I Antoniusz dziś wtrąbił całego granata!!!
Ziarenko po ziarenku.

Precyzyjnie chwytem pęsetowym! I jako że słodkie i dobre- jakoś mu się rączka nie zmęczyła, motywacji nie brakło a jadł bitą godzinę i dwanaście minut!!!

Zła i niedobra rodzicielka pozwoliła na jednorazowy akt pośpiechu. Antonio przegryzł gorzką część ..i spokorniał natychmiast.  Dalsza konsumpcja przebiegała z poszanowaniem maminego " POCZEKAJ". Czekał, grzecznie czekał, tylko nóżkami nerwowo przebierał pod stołem kiedy zbyt długo się babrałam ze skórką. Można? Można! Wszystko to kwestia motywacji:)

Niewątpliwie była to najmilsza Antosiowi w tym tygodniu godzina terapii. Po jej zakończeniu był brudny jak nieboskie stworzenie, lepiący się ale z jakimi chochlikami w oczach!!No i ważne, gestem makatońskim oznajmił mi aprobatę i zażyczył sobie jeszcze. Synuś, masz jak w banku, jutro znów się " terapiujemy":)





A na koniec pochwalę się kolejnym sukcesem. Wczoraj mieliśmy pierwsze zajęcia uspołeczniające z Franiem w PRODESTE. Oj bałam się tych zajęć, bardzo się bałam. Antonio potrafi protestować,  tak potrafi że okolicznym stworzeniom puchną uszy- a Franio ma nadwrażliwość dźwiękową i na odgłosy paszczękowe Antulka reaguje bardzo źle.
Już kilka dni przed zajęciami rozpoczęliśmy przygotowania. Dzięki uprzejmości p. Ewy z Fundacji DOM wypożyczyliśmy specjalne słuchawki które wspomagają przewodnictwo dźwiękowe. Po ich założeniu Antoś wreszcie słyszy własny płacz i krzyk właśnie tak jak my go słyszymy, dokładnie z tym samym natężeniem.
Powiem szczerze że efekt tych słuchawek był dla nas przerażający. Pal sześc że Antulek wygląda w nich jak Hannibal Lecter w sławetnej masce. Ale kiedy Antoś pierwszy raz siebie usłyszał był autentycznie przerażony. A ja razem z nim , trudno patrzeć jak maluszek cierpi. Ale trudno też wyobrazić sobie i zrozumieć jak kompletnie inaczej działają zmysły Antosia i jak inaczej postrzega świat.
Ja niby o tym wiedziałam, to przecież żadna nowość że autyzm wprowadza zmysły w błąd. Ale dotąd myślałam że Antoś ignoruje nasze prośby o zaprzestanie krzyków gdyż jest zacietrzewiony w smutku czy złości...A okazało się że on nas nie rozumiał kiedy mówiliśmy że to jest bardzo głośne. Nie rozumiał bo w zasadzie własnego płaczu i krzyku nie słyszał.
Dopiero dzięki tym słuchawkom do niego dotarło. Przykre to było dla Maleńkiego doświadczenie, ale powiem szczerze że podziałało. Teraz pokazuję słuchawki i Antoś natychmiast się uspokaja i stara się w inny sposób pokazać co mu nie gra. Trochę to niestety przypomina warunkowanie, dyrektywne metody wychowywania,kiełbasę na sznurku... ale wyjścia już nie było. Antoś wydawanymi decybelami irytował już powoli sąsiadów co mimo wszystko trzeba zrozumieć - po dwóch miesiącach dzień w dzień dziki ryk o czwartej nad ranem może ściąć białko w oku. Niechcący też Antoś krzywdził innych, np dzieci takie jak Franek, które są znów nadwrażliwe.
I jakimś cudem ta terapia uspołeczniająca wczoraj poszła. Nie, nie...tak zupełnie sielankowo bez żadnych atrakcji to się nie odbyło. Już na początku Antek walnął Rejtana w progu i zanosił się w proteście- bo nie do tej sali chciał wejść  Na szczęście Franio zniósł staropolskie obyczaje Antosia z godnością, a nawet rzekłabym lekkim lekceważeniem, bo patrzył na Antosia z delikatnym pół-uśmiechem a w oczach miał " o co Ci facecik chodzi, co??".
Na szczęście Rejtan Antosia w PRODESTE nikogo nie zdziwił- zajęcia odbyły się na korytarzu:)
Nas wraz z rodzicami Frania wyproszono do sali. Na początku była taka konsternacja i oczekiwanie na to co nasze dzieci zmalują. A potem...wstyd się przyznać  ale było przyjemne pół godziny śmiechów  pogaduszek i wymiany doświadczeń. Owszem dobiegły nas 3 " protesty" Antonia, ale bez reakcji Frania. Nikt się nie dobijał, nie wołał nas, nawet śmiech było słychać zza drzwi.
A po terapii przywitały nas dwie uśmiechnięte twarzyczki w czapkach z gazety i 4 panie które nie wyglądały na zmiażdżone osobowościami naszych chłopców, nawet nie miały widocznych śladów pobicia:))
Słowem świetnie było!!!
Chłopaki się na razie zapoznają, ale w Prodeste obaj jegomoście czują się jak u siebie, Panie też znają. Zgrzytów wielkich nie było...
Dotrą się:) Jeszcze będą kumplami od wspólnej zabawy- mimo że charakterki mają skrajnie różne. Choć autyzm ponoć ten sam.
W poniedziałek kolejne zajęcia. Bierzemy 2 kilo dobrej energii, magiczne słuchawki i 4 saszetki kawy dla dorosłych:)



sobota, 3 listopada 2012

Bo autyzm bywa fajny !!!

Kilka dni temu nasi znajomi dowiedzieli się że ich synek ma autyzm. Nie jakieś pitu-pitu delikatne zaburzenia, nie cechy , nie zaburzenia ze spektrum..Tylko regularny, owiany złą sławą autyzm. Kto jak kto, ale ja doskonale wiem że te 6 małych literek potrafi zwalić człowieka z nóg, odebrać oddech, wprowadzić w panikę. 6 literek, niby nic, no bo jakie ma znaczenie to jak się dokładnie nazywa zaburzenie z którym i tak obcujemy od dawna i znamy je przecież od podszewki? Niby żadne...a świat nagle zaczyna wirować...
Nie czas i nie miejsce tu by pocieszać znajomych  i każdych nowoupieczonych rodziców dzieci autystycznych. To trzeba przetrawić w sobie, poukładać sobie w głowie i w sercu...To jedno z tych doświadczeń przy których wyciągnięta przyjazna dłoń jest ważna, ale zupełnie nie załatwi za nas sprawy, nie rozwiąże problemu. To starcie 1:1, twarzą w twarz, rodzic-autyzm, taka próba charakteru...
Jedno od siebie mogę napisać: przysięgam Wam że będzie lepiej. Że ten cały autyzm tylko brzmi tak fatalnie. A pod nim zawsze kryje się nasze wspaniałe i wrażliwe dziecko, które chce i potrafi się rozwijać,  kochać i cieszyć  tylko trzeba mu lekutko w tym pomóc:)
Dziś - pół żartem, pół serio- mój dowód, że życie z autystą pod jednym dachem jest nie tylko możliwe, przyjemne ale ma też swoje zalety.

10 powodów dla których dziecko z autyzmem to ekstra przywilej na przykładzie obserwacji przypadków ANTONIEGO B. ::

1. Masz zagwarantowany turnus odchudzający na długi czas:). Dzieci z ASD dość często są żywymi torpedami, wszędzie ich pełno, mają milion pomysłów i gigantyczną ciekawość świata odwrotnie proporcjonalną do standardowych możliwości motorycznych człowieka. A Ty Rodzicu będziesz za pociechą swą biegał!!! Slim-fitness jak nic:) Kondycha jak po siłowni i aerobiku:) Żadnej wieńcówki, nadwagi, baj-pasów. Ruch i zdrowie, bez zrywania się o 6 rano na marszobiegi po osiedlu:) U mnie 10 kilo w dół odkąd Antoś nauczył się chodzić:)
                                         Ja się wszędzie wdrapię, Mamo. A Ty?;-)

2. Jeśli zawsze chciałeś/ chciałaś zostać Perfekcyjną Panią Domu ale brakowało Ci motywacji to już ją masz. Twoje dziecko błyskawicznie nauczy Cię porządku. Na przykładzie Antosia: zostawiłeś telefon na wierzchu bez opieki? No to szukaj w toalecie. Kabel od ładowarki leżał na podłodze? Gwarancja wrzucenia do klatki królika zapewniona:). Portfel leżał niedbale w przedpokoju? Proszę bardzo, dziecię na bazie banknotu stuzłotowego ćwiczy darcie na wióry i zdobywa wyższy level w umiejętnościach motoryki małej. Zostawiłeś dzbanek z wodą w zasięgu małych rączek? No to masz dowód że Twoje dziecko ma wyobraźnię i potrafi się bawić symbolicznie- zapewne bawiło się w gotowanie kiedy wrzucało do niego chrupki kukurydziane, dwa noże, gruszkę i klocek sensoryczny:)Po pewnym czasie dojdziesz do takiego umiłowania ładu i porządku że p. Rozynek może drzeć o swoją posadę w TVN-ie.

3. Nie bój się starości- Twoje dziecko zadba o to by Twój mózg był sprawny na wieki. Zabawa z pociechą wymaga nieustannej kreatywności, elastyczności, ćwiczenia się  w cierpliwości i ...powstrzymywaniu wybuchów śmiechu. Ponoć emeryci którzy do późnego wieku pracowali intelektualnie żyją i dłużej i ich jakość życia jest wyższa. Ucałuj teraz swe dziecię- pracę intelektualną masz zapewnianą w ilościach niemałych.

4. Powszechnie wiadomo że kobiety bywają niezdecydowane a zakupy zajmują im wieki. Mężowie- czas uściskać swoje Maluszki, bowiem dokonały one tego co niewykonalne. Niektóre żony i matki zarazem stały się mistrzyniami zakupów w 5 minut( słownie pięć) , robiąc w tym czasie tygodniowe zapasy do lodówki i jeszcze wybierając dwie pary butów. Nie możliwe!!! Ależ możliwe. Na początku naszej przygody z autyzmem pobyt w sklepie z grającą muzyką, migającymi lampami i ogromem ludzi mógł trwać maksymalnie 10 minut. Dziś wpadam do sklepu i doskonale wiem co kupić,  gdzie, za ile i jaką trasą iść by zebrać po drodze możliwie największą ilość niezbędnych produktów. 5 lat temu Tato Antosia nie uwierzyłby by zakupy " po chleb" mogły trwać krócej niż godzinę:).

5. Zawsze chciałaś/ chciałeś spróbować kuchni orientalnej ale po wejściu do orient/ eko sklepu nie wiedziałeś co do czego służy i odpuściłeś? No więc jeśli trafił Wam się model dziecka autystycznego z problemami gastrycznymi niedługo poznacie produkty o których istnienie nie podejrzewalibyście glob ziemski. Qunoa, amarantus, tahinia, ghee, produkty z mąki kasztanowca, produkcja mleka migdałowego to codzienna " bułka z masłem". Nie da się ugotować czegoś bez glutenu/mleka/ cukru/soi/konserwantów/produktów wysokotiolowych???? Ależ da!!! I to po pewnym czasie takie dobre, że znajomi- " jedzący normalnie" będą się dziwić że to na pewno nie ma zakazanych produktów w sobie. Nawet jeśli dotąd nie umiałaś gotować to teraz zrobienie sajgonek zajmie Ci 10 minut( z trzema sosami do wyboru własnej produkcji). Odkryjesz w sobie potencjał o którego istnieniu nie wie nawet Magda Gessler.

6. Nie masz siły ruszyć się i posprzątać nabałaganionych zabawek? Nic nie szkodzi, Twoje dziecko zrobi to z przyjemnością i jeszcze będzie z siebie dumne. Większość autystów umiłowało ład i porządek- w nim czuje się bezpiecznie. Jeśli tylko uda Ci się pokazać że sprzątanie jest wesołe, jeśli tylko odpowiednio będziesz nagradzać każdy prawidłowo wrzucony przedmiot masz pomagacza. I to najlepszego kalibru, bo w przeciwieństwie do Ciebie Twoje dziecko nigdy nie zapomni gdzie się co odkłada. Zgubiłeś klucze? Zapytaj dziecko? Nie wiesz gdzie leży pilot- Twoje dziecko wie na pewno, w końcu ostatnie je widziało:)
Nie chciałoby Ci się układać magnesy na lodówce w równiuteńkim rządku wg odcieni i kształtów- Twoje dziecko idealnie uporządkuje je za Ciebie:)

7. Cierpiałeś na mitrężenie czasu, nie umiałeś się zorganizować  przytłaczał Cię nawał obowiązków  A doba wydawała się za krótka? No to załatwione!!! Dzięki wstawaniu między 4-5 rano obiad masz już ugotowany przed 9 , posprzątane przed 7 a pranie wisi na suszarce już od 6. Ty delektujesz się lirycznymi wschodami słońca( fakt, przez okno-ale jednak), do których jeszcze niedawno nikt nie zmusiłby Cię końmi. Błyskawicznie uczysz się lekceważyć sprawy błahe, a perfekcyjnie opanowujesz logistykę na poziomie hard. I to bez 5-cio letnich studiów magisterskich. Zarządzanie zasobami ludzkimi masz w paluszku, kursy MBA możesz potraktować jako humoreskę. Każdy szef będzie marzył by mieć Cię w swoim zespole i to na kierowniczym stanowisku- bowiem nie istnieją dla Ciebie rzeczy niemożliwe. Sprawy trudne załatwiasz od ręki, niemożliwe zajmują Ci kilka godzin:)
                                         Poprosiłem o jabłko( palcem)- dostałem jabłko:) Jest git!

8. Nie miałeś głowy do języków? Matura z angielskiego ledwo poszła. Oblałeś lektorat na studiach z rosyjskiego? To już przeszłość !! Twój mózg odkrył właśnie pokłady lingwistyczne niczym u poligloty. Władasz biegle Makatonem, opanowałeś jeżyk piktogramów,migasz,  bez problemu rozumiesz narzecze kosmitów- czyli język lekarski, czytasz etykiety spożywcze i lekarstw ze zrozumieniem. Bez programów SITA, magicznych okularków, drogich podręczników CALLANA:)


9. Po usłyszeniu diagnozy byłeś pewien że Twoje życie towarzyskie umarło?Że już nigdy nie będziesz rozmawiał o czymś innym niż autyzm? Nic bardziej mylnego. Kilka razy w tygodniu odbywam dyskusje z pasjonatem fantastyki- Marcinem. Wymieniam przepisy na przetwory z p.Ewą. Zaśmiewam się w głos z dowcipów o blondynkach z p. Gosią. Rozwijam zamiłowanie do koni z p. Magdą. Omawiam sposoby poprawy kondycji i dbania o siebie z p. Gosią. Analizuję aktualne nurty w psychologii z p. Iwoną. Z Aśką na bieżąco wymieniam doświadczenia z wypraw turystycznych i doznania muzyczne. Słowem- poza historią- siedzę dalej w swoich zainteresowaniach, mam okazję do dzielenia się swoimi pasjami z innymi, wymieniam doświadczenia. No życie towarzyskie kwitnie!!! A współtowarzyszami tych pasji są terapeuci mojego syna? Cóż, zaprawdę nie znasz dnia, godziny ni okoliczności gdy będzie Ci dane spotkać bratnią duszę!!!

                                                       Szaleństwa na zajęciach z SI

10. Miałaś kompleksy? Za duże nogi/małe piersi/ słaba cera? Zamartwiałaś się przez lata lekko zadartym nosem? Ja nie mam kompleksów. Żadnych!!! Naprawdę ani jednego!!! Bo nie mam czasu na ich szukanie przed lustrem. Nie zadręczam się wyglądem, bo zwykle jeśli uda mi się ubrać  uczesać i umalować to i tak wykonałam plan MEGA. Pewnie znalazłoby się coś do poprawy gdyby się przyjrzeć  Ale nie przyglądam się - bo szkoda mi na to czasu. I wreszcie, mając 30 lat na karku cieszę się sama sobą. Obyło się bez drakońskich diet, operacji plastycznych, wydawaniu majątku na stylistę. Antek- stylista mój doskonały:))A mąż korzysta- bo choć nie spędzam wielu godzin tygodniowo u fryzjera to z tą samoakceptacją ponoć mi do twarzy:)

11. Tak wiem.... miało być 10, ale ten punkt jest ważny. Chyba nawet najważniejszy. Jeśli Ty też bałaś się zrobić prawo jazdy, nie wyobrażałaś sobie że można pójść z dzieckiem w góry, nie podejrzewałaś siebie o umiejętności manualne lub sądziłaś że nie umiesz śpiewać ... to przyjdzie Ci wszystkie swoje lęki pokonać. Zrobisz prawo jazdy, będziesz chodzić z dzieckiem w chuście i nosidle po Połoninach. Odkryjesz przyjemność z majsterkowania z mężem by tylko zrobić dla Małego deskorolkę sensoryczną. Będziesz śpiewać , mimo że w liceum nauczyciel muzyki błagał byś nie wydawała z siebie melodycznych dźwięków.    Okaże się że możesz wszystko jeśli chcesz. Że nie ma na świecie takiego strachu którego byś nie umiała pokonać  Poza strachem o swoje dziecko. Powodowania nim potrafisz góry przenosić  Odkryjesz w sobie siłę o którą Twoi rodzice nawet Cię nie podejrzewali. Zawdzięczasz to swojemu dziecku. Tylko jemu. Wyjątkowemu, małemu człowiekowi który napędza Cię do rzeczy WIELKICH.


Czasem zastanawiam się kto w naszym domu wychowuje a kto jest wychowywany. Myślę, że w takim samym stopniu ja wychowuję Antosia co Antoś wychowuje mnie. Uczymy się siebie i od siebie nawzajem. Pokonujemy dla siebie własne słabości. Każde z nas codziennie stara się dla tego drugiego być lepszym, ciekawszym i cierpliwszym. Kochamy siebie bezgranicznie. Bawimy siebie do łez. Możemy na sobie zawsze polegać.
Związek doskonały. Mój perfekcyjny i wymarzony facet. Mimo że dwuletni:) I mimo że z autyzmem:)