środa, 31 października 2012

Antoni- literat

W poniedziałek przyszła do nas przesyłka..zupełnie wyjątkowa, ponieważ od nieznanej nam dotąd osoby. Ale p. Gosia zna Antosia i podarowała mu książeczki. Bardzo wzruszył mnie ten gest...
To naprawdę wyjątkowe uczucie kiedy spotyka się z troską o naszego synka ze strony nieznanej dotąd osoby. Komuś chciało się pomyśleć o naszym Antulku, sprawić mu przyjemność, zadać sobie trud wyprawy na pocztę...Naprawdę bardzo dziękujemy pani Małgosiu, rozmiękczyła nas Pani zupełnie.
I co najważniejsze...przyczyniła się Pani do małego cudu u Antosia. Kolejnego wielkiego kroku.

Podobno autyści mają problem ze zrozumieniem emocji...Osoby nie siedzące głęboko w zagadnieniu często mówią że autyści nie potrafią kochać czy się cieszyć bo nie czują. Nic bardziej mylnego!!!!
Antoniusz nie tylko kocha, czuje, cieszy się ale również uczy się okazywać te stany!!!
Już tłumaczę na czym cud polega.
Nasz Antek dotąd nie sprawiał wrażenia mózgowca, nie podejrzewaliśmy go o przyszła karierę naukowca gdyż unikał książek jak ognia piekielnego. W ogóle go nie interesowały. Próbowaliśmy i proste dla niemowląt, i grające, i brzęczące, i ruchomymi elementami, klasyczne i odjechane. Tematyczne i z fabułą. Nic...
W pokoju stoi karton z książkami i zdążył się już niezłą warstwą kurzu pokryć...
Pal sześc gdyby chodziło tylko brak zamiłowania do książek- ciężko by mi było się pogodzić  bo ja pochłaniam książki tonami, no ale trudno. Dziecię ma prawo do swoich zainteresowań, zgoła innych od naszych.
Ale kompletny brak zainteresowania obrazkami u Antosia to był bardzo poważny problem wobec braku mowy czynnej. Naszym celem jest komunikacja za pomocą piktogramów, a by to osiągnąć Antoś musi polubić obrazki, wzbogacić słownictwo w mowie biernej i pojąc znaczenie symbolu. Pracujemy nad tym od roku, ale tak naprawdę nie mamy pewności na ile bitowanie przynosi wymierny efekt bowiem rzadko od Antosia uzyskiwaliśmy komunikat zwrotny. A im więcej pracowaliśmy na obrazkach tym bardziej Antonio protestował jak widział zdjęcie czy inny obrazek, że o książeczkach nie wspomnę- bo przecież Antek to król przekory.
No i proszę bardzo...mój rzekomo nieczujący emocji syn podszedł do mnie z wielkim zainteresowaniem kiedy odpakowywałam przesyłki z książeczkami. Patrzył a to na moje szklące się oczy a to na książeczki. Nie, nie...nie od razu chwycił z zainteresowaniem. Cały dzień trwały podchody psa do jeża. Antek podchodził, popatrzył na książeczki, czasem dotknął i odchodził. I tak cały poniedziałek. Za to wczoraj jak już otwarł odezwała się w nim głęboko ukryta pasja literacka!!! Czytał, przeglądał , dotykał...i uwaga- pokazując palcem domagał się wydawania przeze mnie odgłosów zwierząt na ilustracjach!!!
Przy okazji okazało się że Antek kuma obrazki znacznie bardziej niż mi się wydawało, na widok auta głośno wykrzyczał "aaato", a potem pokazał palcem traktor wypowiadać bosko brzmiące" tatol". Czyli w cudowny tłumaczeniu z Antosiowo-polskiego TRAKTOR.
Uściślijmy, Antek ma wiele książeczek o zwierzątkach  i autkach...
Prób zainteresowania było dotąd też wiele.
Ale sukces nastąpił wobec tych dwóch podarowanych, przy których ja się tak wzruszyłam.
To co, czuje czy nie czuje emocje?
No jak sądzicie?
Oto nasz mały literat ze swoją ulubioną czynnością od wczoraj- czytaniem:)
Tak sobie siedzę i czytam...


I taki fajny jest ten królik, zupełnie jak nasz Edek:)


Proszę mi natychmiast oddać MOJĄ książeczkę. Migusiem!!!!


Teraz trzeba błyskawicznie wprowadzać piktogramy co by entuzjazm młodzieńca właściwie wykorzystać. Hurra!!!!

poniedziałek, 29 października 2012

Niewiarygodne tony dobryci

Pamiętam dokładnie ten listopadowy  dzień. Siedziałam w kuchni u cioci Kasi i zakrapiałam łzami herbatę. To był początek naszej przygody z autyzmem, byłam sumą wszystkich strachów a na samą myśl o pieniądzach autentycznie drżałam. Powoli docierało do mnie że szanse Antosia na samodzielność są w dużej mierze uzależnione od pieniędzy- których naturalnie nie mieliśmy. Wtedy Kasia mocno mnie przytuliła i powiedziała że razem z ciocią Anią postanowiły zbierać nakrętki dla Antosia.
Zwariowały- pomyślałam. Ja potrzebuję kilku tysięcy polskich nowych złotych- na turnus, na terapię , na badania, na to dziwaczne jedzenie.. a one chcą zbierać nakrętki. Przecież żeby sprzedać w skupie nakrętki trzeba mieć pół tony. PÓŁ TONY!!!! Tego się przecież nigdy nie zbierze!To jest przecież połowa naszego salonu!!!
No i gdzie my to będziemy trzymać? W oszałamiającej powierzchnią piwnicy bloku z wielkiej płyty?
Glupia byłam- trzeba się uczciwie przyznać.
A przede wszystkich zgrzeszyłam ciężko brakiem wiary w ludzi.
Już po tygodniu od rzucenia pomysłu ciocia Ania i ciocia Kasia wszystko zorganizowały. Ciocia Ania podarowała nam w leasing nakrętkowy swoją gigantyczną piwnicę w kamienicy.

 Ciocia Kasia utkała siec ludzi zbierających w kilka dni. Zresztą po tygodniu wszyscy nasi znajomi już zbierali nakrętki a ciocia Ania reklamówkami zwoziła je ze szkoły w której pracuje.
Popłakałam się wówczas jak bóbr, że tylu ludziom chciało się zmieniać swoje przyzwyczajenia, składować korki, taszczyć je...
A to tak naprawdę był dopiero początek. Ciocia Ania dzielnie na swoich niewielkich barkach targała te nakrętki po całym Opolu a w tym czasie akcja rozrastała się samoistnie. Po kolei dołączały się miejsca przyjazne Antosiowi: szkoły, przedszkola, przychodnie. Wujek Marek zaczął kursować po połowie województwa z nakrętkami w bagażniku i na tylnym siedzeniu. Ciocia Kasia i Marzena zrobiły plakat nawołujący do akcji " Wrzuć kora do wora dla Antka". Wystarczyło że powiedziałam że robimy taką akcje i nagle dołączały się kolejne miasta: Brzeg, Warszawa,Radom, Kraków, Ciepielowice, Lubsza a nawet Olsztyn.
Tam gdzie wyruszali nasi przyjaciele tam pojawiała się buźka Antosia na plakacie- jak tu, w Turawie , na obozie harcerskim:

Babcia Tereska dzielnie przemierzała opolskie trasy turystyczne i zbierała korki. Korki weszły w nawyk, najszybciej w naszym domu Hani- nie potrafi przejść obojętnie koło butelki z korkiem, od razu krzyczy " nakrętka na leczenie Antosia!!!". I nam się udzieliło-korki zawsze są w kieszeni płaszcza, torebce, plecaku, wózku...Bo leżą wszędzie- jak w amerykańskich przysłowiach o pieniądzach na ulicy:)

Piwnica zapełniała się w błyskawicznym tempie, ludzi " zakorkowanych" przybywało a ja naprawdę uwierzyłam że plastikowa nakrętka może zmieniać ludzkie życie.
Od tego płaczliwego listopadowego wieczoru prawie rok temu piwnica wymagała trzykrotnego opróżnienia:)
Sprzedaliśmy 550 kg, 625 kg, a ostatnio....880 kg kolorowych plastykowych nakrętek. Co dało łączną kwotę 2055 złotych na leczenie Antosia!!!!!!!!!!!! W niespełna rok!!!!!!!!!!!!!
Nigdy, przenigdy nie uwierzyłabym że można tak leczyć dzieci.














Czas więc Wam wszystkim drodzy przyjaciele podziękować  DZIĘKUJEMY ZA NAKRĘTKI I WIARĘ W ANTOSIA. ŻE DAJECIE NAM NADZIEJĘ TAM GDZIE MY JEJ JUŻ NIE WIDZIMY, ŻE POKAZALIŚCIE NAM JAK WIELKA SIŁA MIESZKA W CZŁOWIEKU. I ŻE JEST WAS TAK WIELU, LUDZI KTÓRYM NASZ SYNEK NIE JEST OBOJĘTNY.

To znaczy dla nas ogromnie wiele. Aspekt finansowy jest ważny, ale zdecydowanie ważniejsze jest dla nas że mamy naprawdę ogrom ludzi wokół nas którzy nas wspierają. Radą, pomocą, dobrym słowem, swoją obecnością. Tak łatwiej żyć na co dzień, problemy maleją gdy się je podzieli.
Antoś też chyba to czuje, bo wykorzystuje każdą swoją szansę do cna- z uśmiechem i miłością. Prze do przodu jakby wiedział że skoro tylu ludzi trzyma za niego kciuki to obijać się nie wypada:)
Rok temu, gdy tak sobie rzewnie zawodziłam do herbaty nie marzyłam nawet że mój syn mnie przytuli i pocałuje, albo powie mama. Dziś robi bez przerwy wszystkie te czynności patrząc mi tak w oczy że roztapiam się zupełnie. To jego " Mamoooo" z dzióbkiem wyciągniętym do całowania to jest dla mnie cud o którym ja nie śniłam w chwili diagnozy. A dziś wiem, mam pewność że Antoś jeszcze niejedno mi powie i pokaże:)


A to zasługa Was, Mili Państwo, Waszych starań.
Pragniemy więc podziękować wszystkim tym którzy wrzucili kora do wora. Nie wszystkich znam nawet osobiście, tych Anonimowych Aniołów pragnę wirtualnie przytulic.
A tym którym mogę to powiedzieć bezpośrednio mówię... JESTEŚCIE WIELCY

  • Cioci Ani i wujkowi Markowi oraz Agatce- nie sposób nawet podziękować za ogrom dobra który od Was otrzymaliśmy. Jesteście najpiękniejszym prezentem dla naszych dzieci- Wy, rodzice chrzestni Hani i Antosia. Za to że jesteście - zawsze- serdeczne dzięki. I za pomysł tej akcji, za jej rozkręcenie, za piwnicę, czas, nadszarpnięte od dźwigania mięśnie..
  • Kasi Wybraniec i Alusi- drugiej pomysłodawczyni i sile sprawczej a także współautorce plakatu. Że korki wozicie nawet z Krakowa i Warszawy. I że jesteście tak szalone i pozytywnie zakręcone i tym entuzjazmem zarażacie na kilometr!!!
  • Babci Beacie i dziadkowi Staszkowi- bo korki wożą wielkimi worami z Radomia
  • Babci Teresce- za przemierzone kilometry po opolskich wyspach w poszukiwaniu korków. I za tyle otwartych serc na Antosia
  • Mamie Ewie i całej rodzinie Państwa Kupiec z Brzegu- za gigantyczne worki worki nakrętek i zaangażowanie szkoły w Ciepielowicach
  • Ani i Wojtkowi oraz Kasi- że każdy spacer z psem jej dla Was okazją by pomóc Antosiowi
  • Kasi Trojańskiej, Kai i Kacprowi- za korki i zaangażowanie szkoły w Lubszy
  • Brydzi najukochańszej, która nosząc rozmiar 34 przytaszczyła 9 wielgachnych worów
  • Marzenie Rosińskiej za przepiękny plakat
  • Dorci, Rafałowi i Kamilce...i Martusi też:)
  • Marysi, Adrianowi i Bartusiowi
  • Emi za nakrętki z Wrocławia, Brzegu i Krakowa
  • Aikido za nakrętki z Warszawy
  • Barbarze Wybraniec- za stołeczne nakrętki
  • Śliweczkom za nakrętki z Chrząstowic
  • Hani Markiewicz- bo Moszna też ma swój udział
  • Nikuli- bo wysyłać kurierem nakrętki z Olsztyna to naprawdę gest!
  • Ziomkom małym i dużym:) Za korki i zaangażowanie przychodni " POLIMED"
  • Marcie Letkiej- znów Brzeg:)
  • Magdzie Sawickiej
  • Marcinowi i Anecie- za korki i otoczenie nas profesjonalną opieką psychologiczną:)
  • Agnieszce, Radkowi, Natce i Dzielnemu Frankowi- za nakrętki spod samiuśkiej Śnieżki
  • Agnieszce Pendecki- za korki z Opola i Oleśnicy
  • Aleksandrze i Jackowi Wybrańcom wraz z rodziną- Racibórz też nas polubił 
  • Magdalenie, Markowi, Mateuszowi i Michałowi Majkowskim- za korki z grodu Kraka
  • Joasi Widawskiej
  • Hannie Kujawie
  • Wilusiowi z rodziną
  • Bolkowi z ekipą
  • Ryśkowi i Siaśce
  • Pawłowi
  • Natalia i Maciej
  • Wujkowi Wojtkowi z ciocią Gabrysią
A także placówkom do których nakrętki przynoszą ludzie dobrej woli nam nie poznani:

  • Niepublicznej Szkole Podstawowej "NASZA SZKOŁA" - za sprawą Anny Markuszewskiej- Łabudzińskiej jesteście z nami od początku
  • Przedszkolu Publicznemu nr 26 w Opolu- za otoczenie Hani troskliwą opieką gdy my z Antosiem pracujemy. I za inicjatywę p. dyr. Grażyny Wróbel oraz ukochanej pani Magdzie Drączkowskiej- Burdzie.
  • Szkole Podstawowej w Ciepielowicach
  • Szkole Podstawowej w Lubszy
  • Gimnazjum nr 8 w Opolu
  • Publicznemu Katolickiemu Gimnazjum Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Opolu
  • Przychodni " Polimed" na ul. Armii Krajowej
  • Przychodni " Śródmieście" na ul. Waryńskiego
  • Pracowni Rozwoju Osobistego
  • 41. Harcerskiej Drużynie Żeglarskiej im W. Wagnera w Opolu i kochanej " Babci Czuwaj"
  • MONAROWI w Graczach- i inicjatorowi Markowi Łabudzinskiemu
Cała Polska zbiera z nami. A Antoś całej Polsce dziękuje wraz z wdzięczną rodziną:


P.s. Wpływają nam pieniążki z 1% podatku. Antoś nie tylko pojedzie na turnus rehabilitacyjny! Będzie miał również dodatkowe pół godzinki terapii " grupowej" z Dzielnym Frankiem w Prodeste!!! I kupimy mu wreszcie huśtawkę do ćwiczeń z SI. Nie ma słów które mogłyby wyrazić naszą wdzięczność  Zwykłe dziękuję to za mało... Wyzwalacie u Antulka gigantyczny potencjał. Wierzę, że taki sam do Was wróci za Waszą dobroć:)