poniedziałek, 24 września 2012

Pierwsze koty za płoty

Dziś miałam swoją pierwszą jazdę samochodem w ramach realizowanego przeze mnie aktualnie projektu " mieć prawo jazdy przed zimą". Wszystko poszło zgodnie z planem. Planowałam, ba, miałam pewność że za kółkiem czeka mnie i instruktora pot krew i łzy. I takoż się stało.
Nie każdy jest predestynowany do roli kierowcy. Nie każdy powinien jeździć samochodem. Niektórzy nawet nie powinni. Ja zdecydowanie do takich należę. Ale muszę jeździć! Chciał nie chciał, na nic moje trzydziestoletnie opory. Idzie zima, rowerem z żywą wkładką w foteliku już nie dojadę na terapie. A Antonio terapii ma tyle i rozlokowanych w takich miejscach po mieście że nijak tam autobusem dojechać. Próbowałam w zeszłym roku- skończyło się na kilku kursach dziennie taksówkami, czego na pewno nasz tegoroczny budżet nie przetrzyma. Zresztą nie mam już serca ciągać maluchów po mrozie przez całe miasto tylko dlatego, że mamusia się panicznie boi i trzęsą jej się ręce gdy dotyka kierownicy. Czeka nas też z Antosiem nowa terapia- terapia Masgutowej we Wrocławiu, oraz odwiedzenie tamże genetyka, dietetyka, metabolika, gastoenterologa... A w Warszawie Klinika Metaboliczna i konsultacja w Kajetanach. I do Gliwic do naszej pani doktor neurolog trzeba by się przejechać... Co biorąc pod uwagę że Antek ma jednak sporą nadwrażliwość dźwiękową może być nie do wykonania pociągiem( próbowaliśmy już w drodze do Warszawy...do dziś łzy mi lecą gdy sobie przypomnę jego strach i ból na dźwięk stukotu pociągu).
Trzeba więc twardym być nie miękkim i zrobić szybko prawko. Tylko jeszcze nie wiem jak kiedy ręce się trzęsą , w głowie kręci a ze strachu nogi wędrują zdecydowanie nie na te pedały na które powinny. W tym miejscu wypada serdecznie mi przeprosić pana Piotra- instruktora tę nieszczęsną godzinę jakiej dziś musiał doświadczyć  Za te dwa krawężniki które naprawdę nie wiem kiedy wyrosły spod ziemi. I prosić o łaskę wyrozumiałości. A Was proszę bardzo, trzymajcie proszę kciuki za pana Piotra, bowiem przyszło mu uczyć naprawdę oporną niewiastę.
 Jedno jest pewne...jeśli kiedykolwiek uda mi się pokonać strach i własne motoryzacyjne ułomności...Jeśli gdzieś na świecie istnieje egzaminator, który mi zaufa.... Jeśli kiedykolwiek będzie nas stać na jakiegoś staruszka na 4 kółkach... Antek będzie najszczęśliwszym dzieciaczkiem na tej półkuli. Ów jegomość jest stworzony do jazdy samochodem. W końcu jego największą miłością są AUTA!!!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...