czwartek, 27 września 2012

Cuda!!!!

Dziś był dzień pełen cudów- a to nie wigilia przecież!!!
Pierwsze cudo przedstawiam Państwu poniżej: oto prezent urodzinowy cioci Nikuli dla Antosia. Prawdziwe arcydzieło z motywem przewodnim złotej rybki- a jakże!!!
                                                       Z takim workiem aż chce się iść do przedszkola!!!

No to teraz musimy koniecznie wysupłać trochę grosza na terapię grupową dla Antosia, co by Malutki oswoił się z dziećmi i nauczył się z nimi bawić. A potem do przedszkola marsz!!!! Bo z takim workiem to przecież będzie bajkowo i kolorowo!!! Ciociu Nikulo, bardzo bardzo Ci dziękujemy za prezenty urodzinowe. Antoś oczywiście od razu dobrał się do filcowych rybek i małymi rączkami kombinował jakby tu taką "łibę" odczepić z worka. Bo- właśnie!!!
Przechodzimy do cudu nr 2. Antoś mówi. Od kilku dni, ale dziś to już był gaduła pierwszorzędny!!! Mamy więc " łibę"- czyli rybę, "lula"- czyli rura, lampa sensoryczna z którą Antoś obcuje na zajęciach z Wczesnego Wspomagania Rozwoju. Mamy też " tieśc" czyli cześć, co jest o tyle przełomowe , że wsparte gestem podania ręki. A przecież jeszcze niedawno Antoś nie lubił się witać!!!! Pojawia się znacznie więcej wokalizacji, coraz więcej zgłosek Antoś używa. Oczywiście hen hen daleko nam jeszcze do w pełni zrozumiałej mowy, Antoś zresztą sam się denerwuje kiedy chce coś powiedzieć a nie wychodzi mu wyraźnie. Ale nie od razu Rzym zbudowali!!! Najważniejsze że po lipcowym regresie Antoś przywraca powoli słowa już mu wcześniej znane i poznaje nowe. I chce, naprawdę chce mówić!!! Kilka dni temu pisałam , że Antoś wreszcie pokazuje gdzie ma nos...Ewidentnie Antulek prze do przodu jak burza, bowiem dziś dotykając nosa pojawiło się głośne " ooos".
Ale to nie koniec!!!
3. Dziś po zajęciach w Pogotowiu Terapeutycznym p. Agata opowiadała że Tosik pięknie przyporządkowywał kółeczka( zabawy manualne nie były naszą mocną stroną dotąd) i pojawiły się elementy abstrakcyjnego myślenia!!!! Ja wiedziałam że wiele jeszcze uda nam się z Maleńkim wypracować, że tkwi w nim wielki potencjał, ale nie marzyłam o abstrakcyjnym myśleniu. A tu proszę!!!!
4. Przygotowanie do życia w przedszkolu też przez Antosia zostało już podjęte. Umówiłyśmy się z p. Marzeną że w ramach WWR realizowanego w przedszkolu integracyjnym nr 51  będziemy Antosia powoli wprowadzać do grupy dzieci. I rzeczywiście, zwykle po zajęciach logopedycznych Antoś szedł do dzieci. Co tam szedł, biegł z uśmiechem na twarzy i okrzykiem " dieti"- dzieci. Naprawdę nie potrafię Wam nawet napisać co czułam gdy Antoś niedawno wszedł do sali i przytulił dziewczynkę!!!! Jasne, że Antoś występuje w grupie dzieci jako obserwator, nie umie się jeszcze bawić, nie bardzo wie co z tymi dziećmi miałby robić. Ale chce wśród nich przebywać, patrzeć na nie i się do nich uśmiechać. To naprawdę pięknie nam wróży na przyszłość!!!
Proszę Państwa: cud nr 5!!!!
Kto mnie zna ten wie że zawsze mknę po mieście na rowerze z słuchawkami w uszach. Bo to dla mnie jedyna okazja by nacieszyć uszy muzyką- Antoś zdecydowanie nie był dotąd melomanem i od roku w naszym domu muzyki się nie słucha. Pierwsze przebłyski że coś się zmienia pojawiły się już tydzień temu kiedy to nieopatrznie włączyła mi się muzyka w telefonie a Antulek nie zaprotestował, mało tego z zaciekawieniem się przyglądał skąd to dźwięki wychodzą. Ooooo, taka to właśnie muzyka się Antosiowi spodobała:
Pierwsza zaakceptowana muzyka:)
Ale dziś to już po prostu spadły mi buty z wrażenia!!! Antoś nie tylko słuchał muzyki , ale.....ruszał się w jej rytm!!!! Próbował tańczyć!!!!Niestety tak mnie zatkało z wrażenia że nie nagrałam tej wiekopomnej chwili, ale obiecuje upolowac ten moment, gdyż żywię głęboką nadzieję, że to tylko początek tanecznych umiejętności Antulka!!! A co!!

Cud nr 6 widać na załączonym obrazku. Jest Antoś, jest koń- nie ma płaczu, wyrywania się, bicia naszej dzielnej Karinki- końskiej terapeutki Antosia. I to przez całe pół godziny!!!


Cud nr 7 dotyczy już tylko Antosiowej Mamy, która wyjechała dziś po raz pierwszy autem na miasto nie zabijając ni siebie ni nikogo napotkanego. A kilku nieświadomych ryzyka desperatów przeszło mi drogę bynajmniej nie na pasach!!! I nikt na mnie nie trąbił, nie krzyczał!!!Chyba jednak ktoś trzymał kciuki za pana Piotra skoro podjął on tak odważną decyzję, przeżył ją i nawet nie był tak bardzo spocony jak na ostatnich zajęciach!!!

Skoro tak wyglądał " zwykły" czwartek to naprawdę nie mogę się doczekać Wigilii- wszak cuda, cuda ogłaszają!!!

2 komentarze:

  1. Cuda panie:)

    Gosiu, kurcze..niesamowite osiągnięcia!!!

    Buziaki spod Śnieżki samiuteńkiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aguś- i oby się tak utrzymało do wigilii- czego sobie i Wam życzę. Wracaj nam szybko do Opola:)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...