niedziela, 16 września 2012

A wszystkiemu winna złota rybka!!!

Plan był prosty: spotykamy się ze znajomymi w neutralnym dla naszych chłopców miejscu i wreszcie sobie pogadamy i dzieciaki poszaleją. Proste rozwiązania zawsze najlepsze, ale jakoś w naszym przypadku nieskuteczne:) Miejsce było starannie dobrane: kawiarnia Radiowa w Opolu, czyli w ślicznym ogródku zjeżdżalnia  huśtawka, kredki i fontanna...raj dla dzieci, a dla starszaków smaczna kawa.  Jeszcze dobrze nie zdążyłam wózkiem z żywą zawartością zaparkować a mój jegomość już się wyrywał do fontanny. Znaczy się dobrze, podoba mu się to miejsce- a to przecież nie jest takie oczywiste. No i się zaczęło. Antonio podbiegł do fontanny paluchem pokazując na rybkę w tejże pływającą a ta...zdrajczyni planu naszego podpłynęła i dzióbkiem uroczo machnęła do Antosia. No to pozamiatane... Kolejne 20 minut spędziłam pilnując naszego nurka by się ze zdradziecką złotą rybką jednak zbyt blisko nie zaznajomił, trzymając za aktualnie nie wierzgającą kończynę tudzież odzienie. Córka znajomych- Natka również dzielnie walczyła o suchą garderobę Antka, jednak walka była nierówna:)
Zgarnęłam więc małego wędkarza do wózka, co spotkało się z oczywistym i natychmiastowym protestem. A protestować to nasz Antoni potrafi, oj potrafi. Tak dobrze potrafi, że już po kilku wydanych przez siebie dźwiękach biedny Franio się rozpłakał- dla maluszka z nadwrażliwością dźwiękową popisy Antosia to autentyczny ból. Cóż było robić, zarządziliśmy natychmiastową ewakuację...Jazda wózkiem- ale bez żadnych przystanków Antosia uspokaja, a uspokojony, czyli nie wydający gardłowych dźwięków Antoś to od razu spokój Frania. Resztę popołudnia spędziliśmy spacerując- tu ukłony dla dzielnego taty Frania, który dzielnie syna swego nosił po niemałym areale i dla Natki- która wykazała gigantyczną wręcz kondycję biegając za naszą Hanią:)
Lubię takie dni...nawet gdy nic nie wychodzi tak jak sobie zaplanowałam a gdy dzieciaki jednak są uśmiechnięte. Gdy uda nam się spotkać z fajnymi ludźmi, którzy są dokładnie tak samo nienormalni jak my, czyli dla nas najnormalniejsi na świecie:) Gdy Antoś wykazuje jednak zainteresowanie zdradliwą Złotą Rybką i cieszy do niej buźkę swą... Bo pamiętam, wcale nie tak znowu dawno temu- bo rok temu, że nie zawsze tak było. Nie zawsze Antek dostrzegał zwierzęta, nie zawsze się do nich cieszył. No i wcale nie tak znowu dawno temu Antoś nie uśmiechał się do ludzi i nie prosił o połaskotanie. Dziś- na swój Antosiowy Sposób Malutki domaga się kontaktu z ludźmi, zwierzętami i otoczeniem. To jak się nie cieszyć???
A na koniec dnia zdradliwa rybka-zamachowiec okazała się rybką- terapeutką:) Bo tuż przed zaśnięciem Antoś wytargał książeczkę, wskazał paluszkiem na rybę i ułożył swoją buzię w rybią minkę!!!
Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam nie znacie dnia, godziny ni miejsca gdzie terapeutów swych poznacie:)
I może to być nawet złota rybka w fontannie!!!

P.s. Franiowa Familio, bardzo, bardzo się cieszę że tu z nami jesteście, wiecie?:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...